Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 0 Ilość ocen: 0

Popłoch

W łóżku leży para. Nagle rozlega się odgłos otwieranych drzwi do domu:
- O Boże! - krzyczy kobieta - mój mąż.
On wyskakuje z łóżka, chwyta w pośpiechu ubranie i chowa się za kotarę. Po chwili wychodzi jednak z ukrycia i ze zdumieniem rzuca:
- Zaraz, chwileczkę! Przecież to ja jestem twoim mężem!

Popłoch
  • Currently 0 out of 5 Stars.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 0/5 (0 votes cast)

Thank you for rating!

You have already rated this page, you can only rate it once!

Your rating has been changed, thanks for rating!

Hyde Park»

Fotograf

Maksyma fotografującego niedźwiedzie: "Nie musisz być szybszy od niedźwiedzia, wystarczy, ze będziesz szybszy od swojego asystenta".

Fotograf
  • Currently 3,5 out of 5 Stars.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3,3/5 (9 votes cast)

Thank you for rating!

You have already rated this page, you can only rate it once!

Your rating has been changed, thanks for rating!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Artykuły/Felietony 

Felietony

Według daty publikacji:Rosnąco Malejąco    Według ocen:Rosnąco Malejąco    Według ilości ocen:Rosnąco Malejąco
Według ilości wyświetleń:Malejąco    Według ilości poleceń przyjaciołom:Malejąco    Losowo:Losowo

Po Zjeździe Delegatów

I znowu powόdź

Zakazy, zakazy, zakazy...

Płomyk proszę

Takie samo?

Zawartość cukru w cukrze Ocena: 5 Ilość ocen: 1Ocena: 5 Ilość ocen: 1Ocena: 5 Ilość ocen: 1Ocena: 5 Ilość ocen: 1Ocena: 5 Ilość ocen: 1Ocena: 5 Ilość ocen: 1

Nielubiany "Karp Gigant"

Po ile kotlety rybne?

Czy Rzecznik ma Rzecznika?

Kto zapłaci za gospodarkę a’la PZW Ocena: 5 Ilość ocen: 1Ocena: 5 Ilość ocen: 1Ocena: 5 Ilość ocen: 1Ocena: 5 Ilość ocen: 1Ocena: 5 Ilość ocen: 1Ocena: 5 Ilość ocen: 1

Telewędkarz Ocena: 6 Ilość ocen: 1Ocena: 6 Ilość ocen: 1Ocena: 6 Ilość ocen: 1Ocena: 6 Ilość ocen: 1Ocena: 6 Ilość ocen: 1Ocena: 6 Ilość ocen: 1

Ostatnie wypowiedzi

Po Zjeździe Delegatów

Sory z krótki tytuł, ale kontestuję konieczność pisania tytułów
Z radością witam w naszej loży. Po tym oto tekście, środeczek honorowy jest dla ciebie. Mam nadzieję, że się spotkamy w realu, z lewa - ode mnie dostaniesz keliszeczek Baherovki, z prawa - od Rysia popitkę piwo Lech Pils, a potem osłodzimy sobie wieczór zeszłoroczną wiśnióweczką o napięciu min 50 volt. Tych, którzy się wzdrygną przy czytaniu, przepraszamy, ale skoro was wzdrygło to nie ma potrzeby rozszerzania składu naszej loży. Chyba że jakieś wkupne przygotowane, w postaci np. podobnie słusznego co Wojtkowy - artykułu.
Precz z Kiełbasińską, niech żyje bigosik.
No i jeszcze dla nowo przyjętych obowiązkowy tekst piosenki naszej loży wolnowędkarskiej:

Nasza loża zawsze górą
ciuralla, ciuralla la
Nad esbeckowalską bzdurą
ciurall, ciuralla, la
Każdy z loży kawał zucha
ciuralla ciuralla la
Nas Grabowski nie wychucha
Ciuralla Ciurall la!!!




Początek

Po Zjeździe Delegatów
Ryszard Siejakowski

Ja sie kapke przesunę w lewo, Tomek ciutek w prawo i jak sie nie będziesz zbyt rozpychał, mozesz sie półdupkiem przysiąść Nam nie ubędzie, Tobie nie przybędzie. Zjazd był przeuroczy a towarzysz Generał, przeszedł samego siebie z pomoca róznego rodzaju wazelin. W jednym sie ciutek pomyliłem. Zmienił się dość mocno tzw ZetGie PeZetWu. Warto sie przyjrzeć geografii, czyli jakie Okregi sobie zasłużyły a jakie są be. Wymieciono praktycznie cały obszar północno zachodni. Na najbardziej eksponowane miejsca, "przydzielono" osoby raczej z Okregów niewiele znaczących na wędkarskiej mapie Polski. W odstawke poszli dotychczasowi pretorianie, typu Zwarycz czy Nyk. Czy oznacza to, że dziadzio zaczyna sie bać i usuwa konkurentów do schedy. Tak by sie mogło wydawać, na pierwszy rzut oka. Coś mi jednak mówi, że to raczej czarna robota kowalszczyzny a jak wiadomo osoby w mocno zaawansowanym wieku są cholernie podejrzliwe. Wystarczy takiemu matuzalemowi szepnąc czule do uszka, że ten czy tamten, czają sie na taborecik prezia i w geriatycznym odruchu następuje natychmiastowy odstrzał, czego zapewne byliśmy świadkami. Nie byłbym sobą, gdybym się nie ponaigrywał, z tego owczego spędu delegatów. Jeśli ktos ma ochotę serdecznie sie pośmiać, gorąco zachęcam do wnikliwego przeczytania referatu sprawozdawczego /tutaj:http://www.p...ix_kzd_pzw.pdf/
Żeby nie było na mnie, ostrzegam zawczasu. Takiego wazeliniarstwa i bałochwalstwa, dawno nie czytaliście. Osoba niezorientowana mogła by na podstawie tegoż referatu sądzić, że w polskich wodach od ryb sie gotuje i to wszystko przez dwudziestoletnie rządy towarzysza Generała w PeZetWu. Ubawić się mozna setnie jak sie czyta takie wyrażenia jak internetyzacja i dobrostan ryb. Internetyzacja to jakis neologizm, nie występujacy w języku poprawnej polszczyzny, zaś dobrostan ryb, to zapewne jakies pojecie z pogranicza science fiction i fantasy. Dobrostan, to pewnie mieli koledzy delegaci podczas tzw czasu wolnego, gdy nie przygniatały ich nabrzmiałe problemy polskiego wędkarstwa. Co by nie powiedzieć, towarzysz Generał widzi polskie wędkarstwo przez bardzo rózowe okulary. Tutaj przypomniał mi sie stary dowcipas. Spotyka sie dwóch kumpli i sobie debatują o wszystkim i niczym. W pewnym momencie jeden z nich mówi w ten deseń. Jakby to dobrze było gdyby wymyślono takie szkło, przez które by człowiek widział świat bardziej radosny i bardziej kolorowy, a nie taki szary i smutny. Na to jego interlokutor mówi. Chłopie juz dawno takie szkło wymyślono, ma jednak pewną wadę. Trzeba je często napełniać.
Nie wiem czym napełniano szkło na zjeździe ale prawdopodobnie większość delegatów nie bardzo cokolwiek widziała, jeśli takie gawędy dziadka Gienia, przyjęła do wiadomości. I tym miłym akcentem pozdrawiam wszystkich delegatów, że z takim zaangażowaniem, włączyli sie w kontynuowanie dalszego upadku Rzeczpospolitej wędkarskiej. Wdzięczny wędkarski Naród, nigdy Wam tego nie zapomni. Ładujcie nadal do wody, te tysiące ton karpi, skażonych posocznicą. Zarybiajcie rzeki Pomorza łosośkami zarażonymi wrzodzienicą. I jeszcze jedno, nie zapomnijcie szybko opylic Łopusznej, pomnika polskiego wędkarstwa, tego prawdziwego z którego można byc dumnym. Najlepiej jak to opylicie jakiemus kumplowi towarzysza Generała. Co tam nam po takiej Łopusznej. Lepiej postawic towarzyszowi Generałowi jakis pomnik, w końcu przez dwadzieścia lat, trzymał twardo na swych spracowanych milicyjnych barkach, cały ciężar polskiego wędkarstwa. Pomnik sie należy jak nic. Ma swój pomnik Feliks Edmundowicz, zwany Dzierzyńskim, może miec i towarzysz Generał. Nie bądźcie gorsi.

Początek

I znowu powόdź
Ryszard Siejakowski

Temat powodzi przypomina mi temat papieru toaletowego czy problem sznurka do snopowiązałek, z okresu realnego socjalizmu. Wtedy wyprodukowanie papieru do dupy czy sznurka snopowiazałkowego, było kwestią być albo nie być, żeby nie powiedzieć kwestia narodową. Podobnie jest z powodzią. Odkładajac na bok, sprawę nieszczęścia ludzkiego jakie dotyka powodzian, powódź w Polsce to problem ogólnonarodowy. Wystarczy większy deszcz i sprawa zaczyna żyć własnym życiem. Politycy od lewa do prawa jeżdżą do powodzian, ściskając im ręcę i wyrażają w większości wypadków swój fałszywy żal. Paradoksalnie, im kto więcej obnosi się ze swą pobożnością, tym więcej fałszu. Ot, takie judaszowe wydanie, miernego politykiera. Natomiast jak ognia unikają realnej oceny, przyczyn powodzi, która jest znana od dziesiątków lat i nic z tego nie wynika. Po każdej większej powodzi, z kieszeni podatnika, wyprowadza sie kolejne miliardy złotych, które zasilaja nieprzerwanym strumieniem, kieszenie bossów mafi hydrologiczno-melioracyjnej oraz przedsiębiorców /lepsze by było dosiębiorców/ żyjących z budowania kolejnych zbiorników retencyjnych, czytaj kolejnych zagrożeń dla zamieszkałej w pobliżu ludności. Budowa tzw suchych zbiorników jest oczywiście niemożliwa, gdyż wtedy nikt by na tym nie zarobił albo zarobił bardzo niewiele. Taka idea, jest oczywistym zagrożeniem dla interesów mafii melioranckiej. Bodajże Einstein powiedział, że wszystko należy robic prosto, byle nie najprościej. Większe znaczenie dla przeciwdziałania powodziom jest zwiększenie lesistości terenów podgórskich i renaturalizacja ciągów rzecznych niż wybudowanie kolejnego zbiornika zaporowego. I tu swoiste curiozum. Mamy dwucyfrowe bezrobocie i prosi się aby uruchomić program prac publicznych, który w znaczący sposób może poprawić sytuację bezrobotnych. Takie prace jak obsadzanie sadzonkami drzew zboczy gór czy wysoczyzn, idealnie nadaje sie do programu prac publicznych. Podobnie jak udrażnianie rowów melioracyjnych czy obsadzanie olszyną małych ciurków. Logika podpowiada rozwiązania proste i skuteczne. Niestety magia dużych pieniędzy dla niewielkiej grupki osób wygrywa z logiką. Magia tych pieniędzy wygrywa także z nieszczęściem ludzkim i tragedią. Gdy ktoś mi deklaruje, że podjeto kolejne starania aby zapobiec powodziom,to ja wzruszam ramionami i wiem jedno. Za rok, dwa czy trzy znów ktoś popłynie, znów ktoś będzie płakał nad własnym nieszczęściem. Uwierzę w program przeciwpowodziowy gdy kilkudziesięciu mafiosów z lobby melioracyjnego wyladuje w kiciu. A tak, pozostaje nam poczekac do następnej powodzi. Bo, że będzie jest jasne jak dupa anioła, niewiadomym jest tylko kiedy.
PS. Jest jeszcze jeden sposób na ewentualne uniknięcie powodzi, który póki co przyniósł mierne efekty ale przy zwiększeniu determinacji kto wie. Niech zaprzysięgli katole z Parlamentu ogłoszą tydzień modłów. Może Stwórca, przymknie oko na ich hipokryzję i wysłucha.

Początek

I znowu powόdź

<i>Kiedyż wreszcie decydenci rozmaitego szczebla zrozumieją,
Kiedyż zauważą
Kiedyż zrozumieją,
Kiedyż zrozumieją,
Kiedyż zrozumieją wreszcie,
Kiedyż zauważą, że </i>


Nigdy. Albo może - jak się utopią.

Początek

I znowu powόdź
Mateusz Sławiński

Ot dobre pytanie. Najpewniej dopiero gdy się ich wywali ze stołków, na których zasiądą ludzie wiedzący co i jak, a nie bencwały dbające tylko o swój medialny wizerunek i obiecujący cuda na kiju. A może wtedy, gdy nareszcie zaczną się uczyć praw rządzących światem natury, a nie praw rządzących chapaniem sałaty do portfela z aligatorowej skórki. Nie, to drugie nie wypali, oni są wszechwiedzący, im żadnej dodatkowej wiedzy nie potrzeba.
A co z jełopami z TV wygadującymi wciąż głupoty typu: drzewa przy drogach przyczyną wypadków; drzewa powodują wiatry; mieszkańcy słusznie domagają się regulacji płynącej rzeki, bo przecież jest niebezpieczna itp. itd. wielkie G...
Co za badziew, aż się rzygać chce od tych głupot i niewiedzy. kraj absurdu gonionego absurdem i absurdem poganianego.
Współczuję ludziom, którzy stracili dobytek, ale pytam kto im pozwolił budować się na terenach zalewowych? A może, z powody uregulowania biegu rzeki, przestały one być zaliczane do zalewowych? genialne podejście do sprawy, winszuję głupoty wydającym pozwolenia i sprawującym władzę.
Nie piszę więcej, bo sam siebie będę musiał wymoderować...
Mateusz

Początek

I znowu powόdź
Jarosław Szczepaniak

Krew mnie zalewa i kurwica bierze – tu nie przebieram w słowach! – gdy widzę tych politycznych pajaców uprawiających medialny shaw, żerujących na ludzkiej krzywdzie, którą sami najpierw spowodowali. Szlag mnie trafia, gdy słyszę „pana redachtora” TVN24, mówiącego, że od trzydziestu lat nie odnotowano na „tej” rzece takich wylewów. Nie zastanowi się pacan, że trzydzieści lat temu „ta” rzeka wylewała na swoje pierwotne miejsca zalewowe, na których jeszcze nie stały domy, czy osiedla. Niedouczone tłumoki nadal nie dostrzegają tego, że rzeki upominają się jedynie „o swoje”.
Mieszkam nad trzema rzekami i wszystkie przepływają przez tereny miejskie. Ja przez 49 lat zapamiętałem tylko kilka sytuacji groźnych dla mieszkańców – póki nie zezwolono na budowę „Ceramiki Paradyż” na terenach zalewowych najmniejszej z nich – normalnie, można napluć na drugi brzeg tej rzeczułki.
Raz pamiętam rzeka Wolbórka wylała tak, że niewiele brakowało, aby zalała dom mojej babki, oddalony od niej o 200 m. Innym razem, gdy wylała Pilica – też mało brakowało, by zalała domostwa na osiedlu położonym ok. 300-400 m od niej. Jedynie jedna rodzina musiała po swoim podwórku pływać kajakiem – ale oni mieszkali nad samą Pilicą – za ich płotem była już tylko rzeka. Poza tymi kilkoma przypadkami, rzeki zawsze mieściły się między wałami p. powodziowymi.
Pamiętam ogromne tereny zalewowe Pilicy, starorzecza, które już dziś nie istnieją, bo wyschły. Tam, na tym ogromnym terenie kręcili scenę z „Czterech pancernych”, gdy Gustlik próbował nową lufę „Rudego”. To tam właśnie walnął „frycom” w skład amunicji. I tam właśnie rzeka wylewała nawet na kilometr w głąb lądu, ale nigdy nikogo nie zalała!
A dzisiaj? Niedawno wybudowano na terenach zalewowych rzeki Czarnej - Ceramikę Paradyż” i już chyba po roku rzeczka się zemściła – zalała jedno z osiedli i puściła ludzi z torbami, m. in pracowników tego zakładu. Biedacy, nie dostali złamanego grosza od winowajcy i tych, którzy wydali pozwolenie na budowę.
Redachtory i politykiery nie dostrzegają tego, że wyprostowana rzeka płynie o wiele szybciej, niż rzeka płynąca pierwotnymi meandrami porośniętymi drzewami i z zakrzaczonymi brzegami. Ta rzeka nie zrywała mostów i nie topiła ludzkich domostw - to należało do rzadkości – no, ale bez tego nie mogliby zaistnieć i obiecywać „gruszek na wierzbie”, ani kręcić reportaży. A wszyscy na tym żerują – wzrasta oglądalność, no i ten wizerunek pana polityka. Szkoda słów…

Przepraszam za wszystkie epitety, ale jestem wściekły – a zwłaszcza, gdy widzę niektóre gęby na ekranie mojego prywatnego telewizora.

Początek

Zakazy, zakazy, zakazy...

Czytając artykuł zwróciłem szczególną uwagę na część dotyczącą mucharzy. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem stosowania tej metody w wodach górskich. Może to zabrzmi śmiesznie ale prawie dokłanie z tego samego powodu, z którego muszkarze nie chcą spiningistów. W pierwszej kolejności należy zaznaczyć, że pstrąg nie żyje w ławicach i kaleczenie go kotwiczkami jest wręcz nierealne. Dalej zaznaczam, że pstrąg po chwyceniu przynęty daje pokaz swoich możliwości, czasami odjeżdża z nurtem, czasami pod prąd, czasami wyskakuje nad wodę innym razem szuka ratunku przy dnie bądź przy brzegu. Walka ta wiąże się z niesamowitym wysiłkiem wycieńczającym rybę. Spiningista ma możliwość "segregowania" łowionych ryb wielkością przynęty. Nie spotkałem się nigdy ze zjawiskiem, aby 20 cm pstrąg wyszedł do 10 cm gumy lub woblera (tu zaznaczam, że jednak jest to skuteczna przynęta a nawet dwunastocentymetrowy wobler znajduje zastosowanie w małych rzekach). Niestety muszkarz łowiący przy pomocy suchej, mokrej muchy lub nimfy ma "możliwość" kaleczenia niewymiarowych pstrągów a przede wszystkim, co najgorsze, pozbawia je siły niezbędnej do walki z nurtem i głównymi wrogami tych ryb jakimi są ssaki zamieszkujące brzegi rzek (norki, wydry itp.). Teraz chciałbym przytoczyć najważniejsze. "Pstrągowanie" nie jest z reguły dziełem przypadku. Wytrawny spiningista obserwuje rzekę i jej słucha. Moje doświadczenia z Tą rybą nakazują w pierwszej kolejności jej namierzenie a dopiero potem dostosowanie odpowiedniej metody i przynęty. Chciałbym przy tej okazji zaakcentować wagę obserwacji łowiska. Okres ochronny nie musi wiązać się z koniecznością czytania gazet w domu przy kominku. Wyjazd na łowisko bez kija może nam przynieść bardzo wiele doświadczeń i spostrzeżeń, na które z wędką w ręku nie zwraca się uwagi. Jednocześnie dalej kontrolujemy sytuację na naszym łowisku i w każdej chwili możemy skutecznie reagować na zjawiska kłusownictwa. Zamiast wędki można wówczas zabrać worek na śmieci i trochę zadbać o środowisko. Kochani wędkarze wszelkiej maści: o pomste do nieba wołam widząc stan naszych jezior i rzek a w szczególności ich brzegów. Zdecydowana większość śmieci to opakowania po zanętach, robakach, metalowych przyponach a więc są to nasze śmieci. Przecież przynosząc nad wodę zanęte przynosimy ją pełną. Jakim cudem brakuje nam później miejsca aby zabrać opakowanie??? Pamiętajmy, że ryby niestety nie mają rąk i nie posprzątają za nas. Odnosząc się do okresów ochronnych, zakazów, nakazów itp. Niech sobie wymyślają co chcą, przecież i tak nikt tego nie sprawdzi. Wędkuje od 20 lat (mam 27) i jak do tej pory kontolowany byłem tylko raz i to przez rybaków na łowisku specjalnym (hehe). Jednak dla własnego spokoju składki mam zawsze opłacone i łowie wtedy kiedy można i to co można. Na koniec trochę optymizmu - od kilku lat obserwuje polepszenie się jakości wód i zwiększanie się ilości jej mieszkańców z zachowaniem odpowiedniej równowagi gatunkowej. Jest to zasługa przede wszystkim gospodarza, okręgu olsztyńskiego PZW za co bardzo bardzo dziękuje. Dzięki również za artykuł, pisz jak najwięcej bo aż miło się tego czyta!

Początek

Zakazy, zakazy, zakazy...

W pełni zgadzam się z T.P. ilekroć łowię na pobliskiej Odrze wszystko co pisze przedmówca zgadza w się w 100%.
Serdecznie pozdrawim R.T.

Początek

Płomyk proszę

Korciło mnie już wcześniej, by się odezwać (nic istotnego właściwie nie mam do dodania, Mateusz świetnie przedstawił temat). Dzięki Robercie za przypomnienie starego tekstu.

Co bym dodał dla przypomnienia? Może kilka uwag, dość oczywistych dla starych traperόw, ale może komuś się przydadzą.

1. Umiejętność rozpalania ognia w każdych warunkach, to podstawa wszelkiego łazikowania.
2. Z rόżnych wynalazkόw, najskuteczniejsze są zapałki (trzeba dbać, by były suche).
3. Warto mieć przy sobie dwie paczki zapałek i zapalniczkę. Nie zaszkodzi mieć krzesiwo. Warto mieć kawałek świeczki, kawałek kory brzozowej, kilka suchych patyczkόw ułamanych przy okazji, suchą smolną szczapkę. To wszystko zajmuje niewiele miejsca, można mieć w kamizelce albo w plecaczku, albo i tu i tu.
4. Po deszczu suche patyczki zawsze można obłamać przy pniu drzewa najlepiej szpilkowego (sosna, świerk). Większe suche gałęzie można pozyskać przy pomocy liny z pnia sosny (wymaga to wprawy).
5. Krzesiwem uda się rozniecić ogień jeżeli iskry padną na suchy puch pałki wodnej, dmuchawca, ostu (trzeba zebrać przynajmniej garść) albo waty opatrunkowej. W razie konieczności można wyskubać trochę waty, wiskozy czy czegoś podobnego z kurtki.
6. Bardzo ważny dla rozpalenia ognia jest ciąg powietrza. Wytworzy się samoistnie, kiedy ogrzeje się choćby kawałeczek ziemi tuż pod ułożonymi patyczkami. Do tego momentu trzeba chronić rozniecony płomyk. Nie uda się rozpalić ogniska bezpośrednio na mokrym podłożu lub śniegu. Śnieg trzeba odgarnąć, mokre podłoże przykryć suszem.
7. I bardzo ważna uwaga, ogień nie tylko trzeba umieć rozpalić, ale także panować nad nim i starannie zagasić. W terenie nie ma żartόw.

Mόgłbym długo jeszcze, ale może innym razem


Polecam:
http://www.s...dex_ognisko.htm

oraz opis rozpalania ognia przy pomocy łuku (wyszło, byłem tego świadkiem i sam też prόbowałem)

http://www.s...a.pl/ogien1.htm

a wszystko to jest na stronie Bogdana Jaśkiewicza
http://www.survival.strefa.pl/

Pozdrawiam
Andrzej

Początek

Płomyk proszę
Franz

Zwłaszcza zdanie "Nóż i krzesiwo. Czyli już prawie płomień." jest mi bardzo bliskie. Przypomniał mi się też stary tekst na podobny temat napisany daaawno przez A.T.

PS. Czy Ty sie Kolego przypadkiem nie udzielasz też na innym forum z "ostrą dyskusją" ?
PPS. Znalazłem http://tygod...l/02/ogien.html

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości


Reklamy KrokusWędkarstwoOpenERPZez - Blog zez.plFundusz ETF - ciekawe linkiPozycjonowanie

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).