Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 3,5 Ilość ocen: 126

;)

Koło kobiety stoi w autobusie pijany mężczyzna. Ona patrząc na niego z pogardą mówi:
- Aleś się pan uchlał!
- Ale z pani pasztet!
I dodaje z triumfem:
- A ja jutro będę trzeźwy...

;)
  • Obecnie 3,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3,3/5 (126)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Sennik Ryby

Sennik Ryby, sen o rybach.

jeść ryby - odczujesz przychylność ludzką
łowić je - duży zysk
wielkie ryby - zadowolenie
małe ryby - niepowodzenie
martwe - zmartwienie
gotować je - dobrobyt w domu
kupować je - fałszywe pogłoski
złote rybki - bogaty ożenek

Sennik Ryby
  • Obecnie 3 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3/5 (12)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Search

Reklama

Sklepowe newsy »

St. Croix SOLE
St. Croix MOJO SALT CONVENTIONAL
St. Croix MOJO JIG CONVENTIONAL
St. Croix MOJO JIG
St. Croix MOJO SALT
St. Croix Bass X (2017)

Rybie Oko/Artykuły/O konkretnej rybie/Sum – trochę historii i współczesności 

Sum – trochę historii i współczesności

Ocena: 0 
Ilość ocen: 0 
 Ilość wyświetleń: 52029 
Komentarzy: 4 
ID: 25715 
Węzeł: 16970 

Niezbyt pochlebne opinię o rybach drapieżnych napotkać można w literaturze przyrodniczej przełomu XVIII i XIX wieku. Zwłaszcza suma i szczupaka nie darzono w tym okresie zbytnią sympatią...

(-)...Cała postać jego, jest jakby osobno, że go każdy na pierwszy rzut oka od wszystkich ryb naszych odróżnić potrafi. Paszcz obszerna, wąsata, oczy małe, nisko przy kątach ust leżące; ciało nagie, w przodzie szeroko przypłaszczone, ogon z boków ścieśniony, więcej niż w połowie długości wynoszący, wzrost ogromny – są to właściwości wyróżniające suma od innych ryb naszych...(-)...Tyle z opisu w Encyklopedii Powszechnej Orgelbranda z 1867r.

W wydanym 1742r „Austarium Historiae Naturalis” Gabriel Rzączyński tak pisze o tej rybie:

(-)...Ryba ta jest okrutnie żarłoczna, pożerająca wszystkie ryby. Nie zadawalając się rybami sumy w Jeziorze Gosłowskim, województwa kaliskiego, pożerały kaczki, a w sadzawkach pod Krakowem łowiły szczury wodne...(-).

Również wielki polski przyrodnik XVIII wieku Krzysztof Kluk tak o sumie pisał:

(-)...Jest to ryba bardzo żarłoczna i drapieżna, słusznie zasługująca na miano wodnego wilka...(-).

Oberwało się też szczupakowi. P. Leśniewski w „Rybactwie Krajowym” z 1837r pisał:

(-)...Szczupak jest rekinem wód słodkich. Srogi bez wyjątku, nie szczędzi nawet własnego gatunku, pożerając dzieci swoje...(-).

Sum europejski

W czasach tych nie darzono suma wielką miłością. W literaturze zwany był „nienasyconym rabusiem”, „rybą do pośledniejszych należącą, zbyt tłustą i niestrawną”...
Na ocenę taką wpływał niewątpliwie jego ogólny wygląd – potężne rozmiary i drapieżny tryb życia. Najstarsze, bo pochodzące z początków naszej ery przekazy informują o łowieniu imponującej wielkości sumów – długości przekraczającej 5 metrów i wadze powyżej 300 kg.

Sum jest obecnie największą rybą zasiedlającą nasze wody śródlądowe. Warto przybliżyć nieco ten gatunek, tym bardziej, że w stanie dzikim jest on coraz rzadziej spotykany w naszych rzekach i jeziorach.

Na cały świecie żyje blisko 2000 gatunków suma. Szczególnie dużo, bo około 1200 zasiedla wody śródlądowe Ameryki Południowej. Poszczególne gatunki wyraźnie różnią się od siebie cechami zewnętrznymi, budową wewnętrzną, wielkością i trybem życia. Do największych zalicza się występujący w naszych wodach sum europejski (łac. Silurus Glanis). Równie okazałym jest sum Sołdatowa, żyjący w wodach Dalekiego Wschodu, sum amurski oraz zamieszkujący wody Grecji sum Arystotelesa.

W Polsce oprócz suma europejskiego zwanego inaczej pospolitym, napotkać można także jego bliskiego krewniaka – sumika amerykańskiego zwanego karłowatym (łac. Ameiurus Nebulosus). Gatunek ten masowo występuje w wodach Ameryki Południowej, gdzie dorastając do 2 kg wagi ma spore znaczenie gospodarcze. Istnieje kilka różniących się od siebie wersji dotyczących wprowadzenia tego gatunku do naszych wód. Ostatnio wyczytałem, że sumika amerykańskiego sprowadzili do Polski w roku 1885 Niemcy, próbując zasiedlić nim wody w okolicach Szczecina. Niepokorna rybka nie pozwoliła utrzymać się w zamkniętych zbiornikach. W krótkim czasie przedostała się do wód otwartych, rozprzestrzeniając się w coraz to nowych akwenach. Obecnie zasiedla wody większości krajów Europy środkowej i zachodniej. Na terenie Polski napotkać go możemy w większości wód śródlądowych. Mimo ogromnej żarłoczności, ryba ta rzadko osiąga wagę 0,5 kg. Z uwagi na fakt, że niszczy ikrę i narybek wielu cennych z punktu widzenia gospodarczego gatunków ryb, uważa się go za gatunek wysoko niepożądany. Opinie ichtiologów na jego temat nie pozostawiają złudzeń:

Sumik karłowaty

(-)...Sumik amerykański jest klasycznym przykładem nieudanego eksperymentu przyrodniczego, próby wprowadzenia pozornie atrakcyjnego gatunku w odmienne warunki klimatyczne, bez właściwego przygotowania biologicznego...(-) – „Sum” Lidia Horoszewicz – 1971r.

Przez długi okres czasu w systematyce ichtiologicznej sumowce zaliczane były do rzędu karpiokształtnych, z którymi mają wiele cech wspólnych. Stosunkowo niedawno wydzielono je jako odrębny rząd – sumokształtne.

Wywodzą się one ze słodkich wód tropikalnych. Ogromna różnorodność gatunkowa powoduje, że ich wymagania ekologiczne są bardzo zróżnicowane. Różna jest również ich wielkość. Istnieją gatunki, których długość nie przekracza kilku centymetrów, są takie, które przekraczają 3 metry.

Charakterystyczne cechy, które odróżniają sumokształtne od innych gatunków, to pozbawione łusek ciało i posiadanie kilku par wąsików. Niektóre z nich natura wyposażyła w specjalne właściwości. Ciekawym tego przykładem jest sum elektryczny. Przy pomocy specjalnego narządu znajdującego się pod skórą, potrafi on wytworzyć prąd elektryczny o napięciu dochodzącym do 360 V, na tyle niebezpiecznym, że może śmiertelnie porazić człowieka.
Gatunek ten zamieszkuje wody kontynentu afrykańskiego. W rejonie tym bytują również dwa inne ciekawe gatunki sumów: sum kongijski i sum nilowy. Niezwykłość ich polega na sposobie pływania. W przeciwieństwie do innych gatunków ryb pływają one na grzbiecie (brzuchem do góry).

Ciekawe właściwości posiadają również pewne gatunki tej ryby zamieszkujące Azję. Posiadają one dodatkowy narząd oddechowy, dzięki któremu oddychając powietrzem atmosferycznym mogą przetrwać długotrwałą suszę, kiedy zbiorniki wodne wysychają niemal do dna.

Sum elektryczny

Powróćmy jednak do najbliższego nam – suma europejskiego.

Zasięg bytowania tego gatunku jest rozległy. Zamieszkuje rzeki i jeziora środkowej Europy – od Renu po zlewnię Morza Czarnego. Napotkać go można w wodach zachodniej Azji (w Morzu Azowskim, Kaspijskim, Jeziorze Aralskim) oraz w Azji mniejszej – w rzekach wpadających do Morza Czarnego.
Na terenach Polski sumy nigdy nie występowały zbyt licznie. Najwięcej ich było w środkowym biegu Wisły, w Warcie, Sanie, Narwi, Bugu i Biebrzy.

W ostatnich latach zaobserwowano gwałtowny spadek populacji tego gatunku na terenie całego kraju, a nawet wyginięcie w niektórych akwenach. To negatywne zjawisko spowodowane jest wieloma czynnikami, przede wszystkim ogromnym zanieczyszczeniem naszych wód, regulacją rzek, co spowodowało pozbawienie suma jego naturalnych tarlisk i kryjówek. Reszty dopełniły niekontrolowane i prowadzone w sposób rabunkowy odłowy rybackie i kłusownictwo.

Ulubionymi siedliskami suma są wody nizinne, co nie oznacza, że nie potrafi dostosować się do życia w wodach górskich. Przykładem tego jest jego występowanie w wodach Dunajca, czy Popradu. Rzeki nizinne są jednak dla niego środowiskiem bardziej korzystnym. Stosunkowo szybko nagrzewają się, koryta ich mają liczne głębiny, wykroty, podwodne jamy i pieczary, czy inne niedostępne kryjówki stanowiące naturalną ochronę.

W porze dziennej ryby te żerują sporadycznie. Okres ten najczęściej spędzają w swych niedostępnych kryjówkach, aby z nastaniem zmierzchu wyruszyć na łowy. Terytorium żerowania suma jest niewielkie. Wypływając z głębi ku powierzchni, atakuje swoje ofiary nagłym skokiem, w czym doskonale pomaga mu długi, umięśniony ogon. Uderzając w ławicę rybek, potrafi chwycić w paszczę kilka do kilkunastu sztuk naraz. Ryby większe atakuje rzadko. Spowodowane jest to tym, że mimo ogromnych rozmiarów paszczy, ma bardzo wąski przełyk. Stwarza to trudność w połknięciu nawet średniej wielkości ryby.

Sum Arystotelesa

Do mitów należałoby zaliczyć przekazy o pożeraniu przez niego wodnych szczurów, czy dorosłych ptaków. Prowadzone przez ichtiologów obserwacje wykazały, że pomimo swoich znacznych rozmiarów, zjada on mniej pożywienia niż szczupak, czy sandacz.
Ciekawostką jest fakt, że jego pokarm stanowią głównie małe rybki. Jeżeli metrowej długości szczupak bez żadnego problemu połyka 35 centymetrową rybę, to identycznej długości sum ma poważne problemy z połknięciem 12 centymetrowej zdobyczy.

W naturalnym środowisku główny jego pokarm stanowią ukleje, piskorze, ślizy, płotki i wzdręgi. Pożera raki, różnego rodzaju bezkręgowce, nie gardzi żabami, a nawet znalezioną w wodzie padliną.

Prowadząc osiadły tryb życia, poza okresem godowym, w którym odbywa długie wędrówki, ma ograniczony zasięg bytowania. Na jego aktywność i ilość spożywanego pokarmu ogromny wpływ ma temperatura wody i powietrza atmosferycznego. Im woda zimniejsza, tym proces trawienia przebiega wolniej. Przy temperaturze wody + 5 st. Celcjusza przestaje praktycznie pobierać pokarm. Najintensywniej żeruje, gdy temperatura wody przekracza 20 st. Celcjusza.

Sumy żyją znacznie krócej, niż dawniej sądzono. Badania wykazały, że w sprzyjających warunkach dożywają one maksymalnie do 30 lat. Są stosunkowo odporne na choroby nękające inne gatunki. Ale i im dokuczają różnego rodzaju pasożyty, z których najgroźniejszy jest pierwotniak kulorzęsek podnabłonkowy oraz przyrwa, atakujące skrzela ryby, co doprowadzić może do ich śmierci.

W okresie późnowiosennym, kiedy temperatura wody przekroczy 18 st. Celcjusza, sumy opuszczają swoje kryjówki. Instynkt nakazuje im szukać samic, celem odbycia godów.
Niejednokrotnie zmuszone są pokonać ogromne odległości w celu znalezienia odpowiedniego miejsca do odbycia tarła. Są to najczęściej płytkie rozlewiska porośnięte świeżą i gęstą roślinnością wodną.

Samica swoją kleistą ikrę składa wśród wodnych roślin lub w korzeniach drzew i krzewów w płytkiej, dobrze nagrzanej wodzie. W takim właśnie naturalnym środowisku rozlewisk i płycizn porośniętych trzciną i szuwarami, samica w prymitywnym gnieździe sporządzonym z delikatnych korzeni wierzby, czarnej topoli, czy olchy składa ikrę. Tarło odbywają sumy parami, najczęściej odbywa się to w godzinach wieczorowo nocnych. Jego przebieg jest bardzo burzliwy i widowiskowy. Ciekawostką tarła sumów jest fakt, że po złożeniu ikry przez samicę, samiec przez pewien okres czasu pilnuje gniazda i chroni go. Rozwój zarodka trwa około czterech dni. W tym czasie samiec wachluje wodę ogonem w celu zapewnienia złożonej ikrze odpowiedniej ilości tlenu. Po wykluciu się larw, po około 10 dniach, przeobrażają się one w 11 – 12 milimetrowy narybek. Pierwszym pokarmem, po wyczerpaniu się woreczka żółtkowego są drobne organizmy planktonowe, później larwy owadów, zwłaszcza jętek, muchówek i chruścika oraz wylęg innych gatunków ryb. W tym czasie pojawia się również kanibalizm – pożeranie wylęgu własnego gatunku. Po upływie około dwóch miesięcy od wyklucia młode sumy osiągają już wielkość 14 – 18 centymetrów.

W dawnych czasach, kiedy sumów w naszych wodach było znacznie więcej, niż obecnie, łowiący je rybacy nie stosowali specjalnie wyszukanego sprzętu. Powszechnie stosowany był system tzw. „szubienicy”. Do mocnego sznura przywiązywano duży hak z nabitą nań żabą. W pewnej odległości od przynęty doczepiano patyk pełniący funkcje spławika. Drugi koniec sznura rybak przywiązywał do giętkiego konara lub gałęzi pochylonego nad wodą drzewa. Na przynętę taką łakomił się sum, kończąc w ten sposób swój żywot.

Rybacy znad Wisły podczas łowienia sumów, używali wabiącego narzędzia zwanego „sumówką” lub „kwokiem”. Było to ciekawe urządzenie wykonane z drewna czeremchy, jarzębiny, wiązu lub jabłoni. Uderzenie w wodę wydrążonym końcem „kwoka” lub przeciąganie nim po sznurze, wytwarzało odgłos imitujący dźwięki wydawane przez żaby lub żerujące ryby. Odgłosy te przyciągały sumy, które atakując przynętę, stawały się łupem rybaków.

Sum ma dobrze rozwinięte zmysły, co ułatwia mu życie w wodnej toni. Stosunkowo słaby wzrok, służy jedynie do ogólnej orientacji w wodzie i nie odgrywa istotnej roli w zdobywaniu pożywienia. Bardzo silnie rozwinięty jest natomiast zmysł smaku wspierany przy tym zmysłem dotyku umieszczonym w wąsach oraz linią boczną odbierającą najmniejsze nawet drgania wody. Doskonale rozwinięty ma także słuch.

Godnym przeciwnikiem dla wędkarza jest ta ryba i stanowi nie lada wyzwanie. Walka z sumem pozastawia niezapomniane przeżycia. Koledzy, którzy go łowią, przyznają mi rację, że zasługuje on na szacunek. Szkoda tylko, że ryby tej coraz mniej jest w polskich wodach. Oby sum nie podzielił losu jesiotra zachodniego, po którym pozostało już tylko wspomnienie w postaci muzealnego eksponatu...

Zamieszczone powyżej zdjęcia pochodzą z zasobów internetowych.

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   

Aby uzupełnić informacje na temat suma podaję jego nazwę w różnych językach:

Słowniczek nazw Silurus glanis (L.) Sum europejski.
Angielski: - Sheatfish (Catfish)
Niemiecki: - Wels, Weller (Waller, Wils, Wölz, Scheid, Schade)
Bułgarski: - Som
Czeski: - Sumec obecny, Sumec velký
Rosyjski - Som obyknowiennyj, som jewropejskij
Norweski: - Malle
Duński: - Malle
Fiński - Säkiä, Monni
Estoński: - Säga
Rumuński: - Somn, Somnul
Francuski: - Glane, Silure, Salut (w Szwajcarii)
Serbo-chorwacki: - Som
Słowacki: - Sumec, Hrča obyčajná
Gruziński: - Glavi, małe osobniki: – Łoko
Szwedzki: - Mal
Holenderski: - Meerval
Turecki: - Yayin baligé
Kałmucki: - Żaał
Ukraiński: - Som
Kazachski: - Żain, Dżain, małe osobniki: – Łaka
Węgierski: - Harcsa, Harsa
Łotewski: - Sams
Włoski: - Siluro (Harcha)
Japoński: - Namazu

(zestawił HJ)


Początek


L.P. Sabaniejew – „Sum”.
Ciąg dalszy – 3.

Budowa żerlic – wiadoma (patrz rozdział o szczupaku). Główna jej część to „rogólka” (widełki). Różnica między szczupaczymi a sumowymi żerlicami zawiera się w tym, że wszystkie części tych ostatnich wykonane są mocniej: tyczki grubsze, widełki większe, sznury grubsze, a haczyki większe. A więc żerlice na sumy stawia się w większości nie na płytkich i trawiastych miejscach, lecz na jamach lub w ich pobliżu. Dobre są tyczki z brzozy i jarzębiny, a dobre widełki robi się z wiciokrzewu. Najodpowiedniejszy sznur – holenderski, powinien wytrzymywać ciężar nie mniej niż 32 kilogramowy. Trzeba go koniecznie przyczernić tj. wymoczyć w mieszaninie, gdzie głównym składnikiem jest pokost, lub w ostateczności wygarbować (sznur) w soku z dębowej kory. Jest to niezbędne dlatego, aby uchronić sznur od gnicia, oraz dlatego, że na jasny lub biały sznur wszystkie drapieżniki biorą niechętnie.
Jeśli chodzi o haczyki, to powinny one być na przyponach z miedzianego drutu oraz winny być odpowiedniej wielkości (numery zerowe) i – co najważniejsze – odpowiedniej wytrzymałości. Haczyki o podwójnych ramionach nie są konieczne. Za najlepsze haczyki do łowienia sumów uważane są zwykłe, wykonane własnoręcznie ze sprężystej stali. Ale to mniemanie pochodzi stąd, że rybakom całkiem nieznane są wysokiej jakości angielskie haczyki do łowienia wielkiej, przede wszystkim morskiej ryby. Takie haczyki np. „virginia hooks” nie ustępują kirsanowskim i innym, również własnej roboty, ale o wiele tańszych.
Rozmiary haczyka zależą oczywiście przede wszystkim od wielkości przynęty. Tyczki, które mogą mieć długość do 6 m i więcej wbija się albo w brzeg, albo w dno. Sznur, nawinięty na widełki, nie powinien być specjalnie długi, gdyż w przeciwnym wypadku sum zaplącze go w korzenie.
Przynętę kładzie się różnie – czasami przy dnie, czasami w pół wody, a czasem prawie na samej powierzchni (17-32 cm) w zależności od miejsca, pogody i innych warunków. W ogóle trzeba mieć na uwadze, że z dna i w głębokich jamach biorą w większości największe sumy i dlatego na gruntowych żerlicach przynęta powinna być większa.
Za przynętę służy w większości żywiec przypięty za grzbiet, rzadziej (jak np. w riazańskiej obłasti) przywiązuje się go do haczyka w dwóch miejscach: przy głowie i u płetwy grzbietowej. Oprócz tego używa się wszystkie inne, już znane przynęty na suma. Aby żywiec nie mógł zataczać zbyt wielkich kręgów unikając paszczy suma, obciążenie powinno mieć odpowiednią wagę. Miejscami, właśnie tam, gdzie dużo trawiastych zalewów dobrą przynętą na żerlicach jest zielona żabka. Na nią najlepiej łowić jednak z powierzchni bez obciążenia, zaczepiając żabkę haczykiem odpowiedniej wielkości za grzbiet. Zazwyczaj takie żerlice są stawiane w pobliżu liści grążeli i innych roślin wodnych. Starając się dopłynąć do tych roślin, żabka będzie stale grzebać tylnymi nogami, powodując dosyć silny plusk, który wabi suma z oddali. Dlatego ten sposób można nazwać najlepszym ze wszystkich z użyciem żerlicy.
Ponieważ podczas łowienia na widełki często zdarza się, że sum splątawszy żyłkę uchodzi w korzenie i tam zaplątuje się (a zawsze leżąc na dnie oszczędza swoje siły), to w południowo zachodniej Rosji teraźniejsze żerlice zastępuje się tzw. „hakami”, które są w istocie uproszczoną żerlicą. Widełek tutaj nie ma; zastępuje się je niewielkim zapasem żyłki, cá 1 m, zaciśniętej w rozszczepionym końcu tyczki. Ta ostatnia trochę odróżnia się od żerlicowej żerdzi i posiada wiele wspólnego z wędziskiem, bowiem powinna być dość mocna, dostatecznie giętka i elastyczna. Nie należy jej mocno wbijać w brzeg lub dno, podobnie jak żerdzi żerlicy, aby duży sum nie złamał jej lub nie zerwał sznura, ale tylko ją wyrwał. Tyczki te, jak i żerlicowe żerdzie bynajmniej nie muszą być białego koloru, ale ciemnego (lipowe, wierzbowe) i dlatego czasami trzeba je przyciemniać, tak jak sznur.
Same „haki” używane w kijowskiej gubernii nieco odróżniają się od zwykłych. Widać to na rysunku i są wykonywane na miejscu i przez samych rybaków lub ślusarzy z grubszego drutu telegraficznego. Wyższość takiego haczyka nad innymi jest jednak wielce wątpliwa i między setkami rodzajów angielskich haczyków można znaleźć niemało o wiele więcej sposobnych i chwytliwych. Tyczki wbija się w taki sposób, aby wolny koniec wystawał około 1 m nad wodą. Przynęta – prawie zawsze żywiec – powinna znajdować się na około 35-52 cm od dna. Zazwyczaj stawia się „haczyki” i gruntowe i powierzchniowe, przy czym te pierwsze mają obciążenia, a te ostatnie nie.
Do połowu w miejscach umocnionych „haczyki” są niezastąpione, ponieważ sum, zwłaszcza złowiony na powierzchniowy „haczyk” w większości zostaje na miejscu. Ściągnąwszy zapas sznura zacina się sam na elastycznej żerdzi i poszarpawszy się przez dłuższy lub krótszy okres czasu bezwładnie zwisa na haku. Jeśli nawet tyczka zostanie przez niego wyciągnięta sum i tak rzadko zdąża wbić się między odpady drewna i korzenie.
Podobieństwo połowu sumów na „haki” z wędkowaniem jeszcze się zwiększa przez to, że rybakowi zawsze przychodzi wyciągnąć złapanego suma za pomocą tyczki, tak samo, jak i wędką, co przy długich na kilka metrów żerlicowych sznurach naprawdę trudno. Niewielki zapas sznura wg mojego mniemania jednak jest niezbędny, zwłaszcza dla skutecznego zacięcia. Wielki sum od 16 kg wagi holuje łódkę tam i nazad po głębinie, tak że trzeba być bardzo ostrożnym i trzymać tyczkę obiema rękami w kierunku dziobu. Ale i wtedy, jeśli sum zechce „przymurować” do dna dziób pogrąża się i łódka czerpie wodę.
Do liczby żerlicowych sposobów należy zaliczyć połów sumów – przede wszystkim wielkich – na „beczułki” i „pęcherze”, a także na „kołowrót” i „bloki”. Pierwsze zastępują tzw. szczupacze „krążki” i przystawki, a drugie – kołowrotki. Na „beczułki” – o ile mi wiadomo – łowią sumy w górnym Donie. Na mocne „beczułki” wielkości wiadra nawija się kilka zwojów sznura zdolnego wytrzymać 48-64 kg ciężar, wystarczający, aby zatopić beczułkę. Tę ostatnią przymocowuje się na cienkiej lince do krzaka lub mocno wbitego kołka przy głębinie. Przynęta winna być duża, ponieważ zestaw przeznaczony jest dla największych mieszkańców jam. Złowiony sum rzadko odpływa daleko, a raczej zostaje na miejscu, po godzinach zatapiania oryginalnego „spławika”.
Po mniej lub więcej dłuższym holowaniu zahaczonego suma rybacy wspólnymi siłami wywlekają na brzeg. Beczułka może być zastąpiona byczym pęcherzem, lecz jest on o tyle niewygodny, że nie można na nim zrobić zapasu sznura. Na Dieśnie duże sumy, 80-cio i więcej kilogramowe łowi się umocowując na tratwie coś w rodzaju kołowrota. Na Donie również na tratwach, barkach i łódkach umocowują w tym celu drewniane bloki lub kołowroty z rękojeścią, przy pomocy której to pociąga się, to popuszcza złowionego olbrzyma. Nierzadko tutaj zamiast linki musi się używać sznura, do którego przywiązuje się największe haczyki, o rozmiarach do 18 cm, wykonane własnoręcznie z elastycznej stali.
Jednakże, o ile mi wiadomo nikt z rosyjskich wędkarzy, amatorów łowienia sumów nie posługuje się współczesnymi, angielskimi kołowrotkami przy połowie sumów na wędki. Przyczyną tego jest nie tylko nieznajomość tego przyrządu niezbędnego przy połowie bardzo dużej lub ponad miarę ostrożnej ryby – co mniemanie o nieprzydatności kołowrotka do połowów w trudnych miejscach. Bezspornie – w gałęziach i korzeniach kołowrotek jest rzeczywiście nieprzydatny, lecz rzecz w tym, że w ogóle w takich miejscach wędkować nie można i na zwyczajne wędki ze spławikiem, a tym bardziej na gruntowe z długą żyłką.
Łowieniem sumów, jakim by nie było sposobem, możliwe jest tylko w miejscach czystych, wolnych od zaczepów, na mniejszych lub większych odległościach, tj. w większej części nie na samych jamach, ale obok, w miejscach, którymi sumy chodzą na żerowanie. Prawie zawsze łowi się sumy z brzegu, mocno wbijając wędki w ziemię lub pokrycie tamy przy łowieniu w przymłyńskich głęboczkach. Łowienie z łódki umocowanej w miejscu w ogóle nie jest stosowane, chociaż sum jej się nie obawia. Niewątpliwie łowić z łódki jest jednak wygodniej, zwłaszcza na wędkę z kołowrotkiem.
Na krótkie wędki gruntowe łowi się zwykle tylko niewielkie sumy, około 8-mio kilogramowe, ponieważ większe bardzo trudno wyholować na krótkich wędziskach. Za przynętę służy rak lub szyjka raka. Rzadziej – piskorz lub kleń zawieszony za wargi, przy czym ciężarek winien być na tyle ciężki, aby żywiec nie mógł ruszyć go z miejsca. Należy zauważyć, że w nurcie nawet mały sumik stawia silny opór, zwinąwszy w krąg swój szeroki ogon tak, że trudno ruszyć go z miejsca. Małe sumy bardzo często spotyka się nawet na jakiejkolwiek porządnej bystrzynie i na nieznacznej głębokości.
O wiele praktyczniej zastawić na sumy długie wędki. Powinny być one dostatecznie długie, a przede wszystkim mocne i elastyczne. Dlatego najodpowiedniejsze są brzozowe, które jednak wymagają podczernienia. Grubość wędziska i zaostrzonego końca powinna wynosić nie mniej niż 4 cm, szczytówki – na grubość ołówka. Za żyłkę służy więcej lub mniej gruby i wysmołowany konopny sznur o wytrzymałości cá 32 kg (2 pudy). Wielce wygodne są także jedwabne sznury z żółtego, kaukaskiego surowca. Na ogół wygodniej puszczać niezbyt dużo żyłki przywiązanej do tylnej części wędziska, a następnie owiniętej wokół kija do szczytówki.
Rozmiary spławika zależą od wielkości przynęty, najczęściej żywca, który puszcza się na 35 cm lub niewiele wyżej od dna z bardzo ciężkim obciążeniem. Rzadko łowi się z pół wody. Takich wędek, prawie niczym nie różniących się od kijowskich „haków”, rosyjscy łowcy sumów stawiają po kilka sztuk. Rzadki jest wypadek, że duży sum wyrwie wędzisko, choćby było i mocno wbite w brzeg pod kątem 35-45 stopni. Do dolnej części wędziska przywiązuje się deskę lub duże polano, które pomaga odzyskać zestaw wywleczony przez rybę. Nawiasem należy zauważyć, że suma, który wcisnął się między korzenie lepiej nie ciągnąć na siłę, lecz nawet zostawić w spokoju i odczekać dopóki on sam nie wyjdzie ze swojego schronu. Bywają takie wypadki, że sum zawleka wędziska i żerliczne tyczki w taką gęstwę, że całkowicie zaplątuje linkę, owijając ją wokół korzeni. Niektórzy wędkarze dobrze znający dno jamy kombinują jednak, aby jakimś sposobem rozplątać linkę i wyciągnąć suma na powierzchnię.
Prawdziwie sportowym, w pełni aktywnym sposobem łowienia sumów można nazwać tylko tzw. połów na „kwok”, podczas którego wędkarz stale się przemieszcza, zawsze trzymając żyłkę w ręku. Połów sumów na „kwok” jest znany na wielu rzekach środkowej, południowo-wschodniej, w części północno-zachodniej Rosji, ale wielce dziwnym jest, że w południowo-zachodniej Rosji nie jest znany wcale i tak naprawdę nigdzie nie można było znaleźć żadnej na ten temat wiadomości. W ogóle wędkowanie na wędę z „kwokiem” jest rozpowszechnione w niektórych tylko stronach i nie zawsze jest stosowane nawet w rzekach obfitujących w sumy, jak np. w rzece Woronie. Wyjaśnić taką osobliwość można najprędzej nieznajomością tej metody niż przypuszczeniem, że miejscami sumy prawie nie biorą na żabkę – główną, chociaż nie wyłączną przynętą przy wabieniu „kwokiem’. Sama idea używania „kwoka”, jak zauważyłem wyżej jest do tej pory nie wyjaśniona dostatecznie przekonywująco. Wg jednych rybaków np. zachodnio-dźwińskich, niemeńskich, klaźmieńskich, ufimskich i innych przy wabieniu „kwokiem” podchodzą samce, a „kwok” naśladuje głos samicy suma, która podobno o świcie trzykrotnie „kwokcze” lub pomrukuje, wabiąc samców. Dlatego też połów na kwokową wędę odbywa się (np. na rzece Swijadze) bardzo wcześnie, poczynając od czasu tarła, już w końcu maja. Dziwne jednak, że rybacy z południa, żyjący w okolicach o wiele więcej obfitujących w sumy, nic nie mówią o używania „kwoka” w czasie tarła i są przekonani, że sum idzie na głos „kwoka” dlatego, że przypomina on mu kumkanie żaby lub nawet dlatego, iż sądzą, że tonie tam jakieś zwierzę. Tylko Potiechin mówi mimochodem, że używany w saratowskiej gubernii „kwok” naśladuje dźwięk, który wydaje sum. Właściwe wabienie sumów jest stosowane jednak – o ile wiadomo – tylko w gubernii witebskiej, gdzie wg słów Terleckiego na dźwięki wywołane wabikiem bardzo szybko podchodzą do łódki sumy i wtedy zabija się je ościeniem. W innych miejscowościach łowi się suma za pomocą „kwoka” na przynętę.
Główną osobliwością i podstawą tzw. „kwoczenia” sumów jest ten instrument, którym wabi się sumy. Zasadniczo podobny jest do znanego „botała”, a witebski „wab” lub „wabik” mało się od niego różnią, ponieważ jest to również rodzaj kubka drewnianego osadzonego na rękojeści. Prosta środkowo-rosyjska „kłokusza” lub „kwok” posiada wygląd niewielkiej deszczułki, długości 27-36 cm, 2 cm grubości i 4 cm szerokości, z której jednego końca wydrąża się wgłębienie w rodzaju lejka nie głębszego jak 1,5 cm, a drugi zestruguje się i przymocowuje do rękojeści.
Współczesny, rybacki „kwok” lub „sumówka”, to lekko zgięty trzonek długości około 44 cm, wykonany z czeremchy, jarzębiny lub jabłoni. Na jednym końcu trzonka wycina się kapelusik lub zgrubienie, w którym drąży się niewielkie wgłębienie, wielkości 3-kopiejkowej monety. O wiele bardziej doskonała , albo raczej bardziej praktycznym kwokiem jest zestaw używany na Niemnie i Wilji. Jego zalety polegały na tym, że wędka, tj. linka z haczykiem i przynętą scalona jest razem z kwokiem, za który służy krowi róg, wewnątrz wyczyszczony, na brzegach wyrównany, a w ostrym końcu z przewierconym równolegle (nie poprzecznie) otworem, przez który przewleka się linkę. Na końcu linki przymocowany jest haczyk. Aby róg nie przemieszczał się po lince zadzierzguje się na niej węzły lub kołeczki. Róg trzyma się od haczyka w odległości równej głębokości wody, na jakiej zamierza się łowić, aby róg przy opuszczaniu zestawu w wodę zawsze uderzał po niej dolną częścią i wywoływał znany sumom dźwięk. Na lince poniżej rogu nawleka się ciężki ołowiany ciężarek. W ten sposób przy łowieniu na taki zestaw u rybaka zajęta jest tylko jedna ręka, którą on jednocześnie opuszcza wędę i uderza kwokiem o wodę.
Co się tyczy przynęty, to za najlepszą – przy użyciu kwoka – uważa się żabkę. Na Donie jednak za przynętę służy najczęściej rak i głowa suszonej tarani (z gat. Rutilus), a także czerwie żuka nawozowego, wróbel, kawałek mięsa. Ta różnorodność nie mówi o zasadności takiego mniemania, że sum idzie na kwok dlatego, że głos jego naśladuje kumkanie żaby. Ale samo przez się rozumie się, że przy połowie na żabkę koniecznym jest, aby kwok rzeczywiście wydawał odgłos podobny do kumkania.
Prawie zawsze używa się kwoka płynąc, bardzo rzadko kotwicząc łódź nad jamą. Łódka powinna być lekka. Łowi się we dwoje lub w pojedynkę, ale zawsze z jednym wiosłem, przy czym na początku rusza się w górę, a potem spływa z biegiem rzeki. Na Klaźmie, na dziobie czółna przymocowuje się zazwyczaj żelazne kółko, przez które przesuwa się wędkę; wolny jej koniec przywiązuje się do rufy. Robi się to po to, aby duży sum nie mógł przewrócić czółna. Rybak przybywszy na miejsce (np. nad jamę, gdzie przebywa sum) lewą ręką posługuje się wiosłem, a prawą trzyma żyłkę przywiązaną i umocowaną – jak wyżej powiedziano – na wędzisku. Opuściwszy niegłęboko hak z przynętą (np. małżą) lekko zaplata parę zwojów linki na palce i tą samą ręką miarowo uderza kwokiem. Kwok wydaje taki dźwięk, jakby przewróconym do góry dnem kubkiem uderzać po wodzie, tylko o wiele głośniej. Po trzech uderzeniach rybak wodzi ręką tak, aby poruszała się przynęta. Na ten dźwięk sum podchodzi do łódki (zdarza się, że podchodzi ich kilka), napiera czasem na wiosło tak, że trudno nim ruszyć z miejsca, przypatruje się przynęcie i nie od razu ją połyka, ale jakby ją wysysał wisząc całym ciężarem. W tym momencie rybak spuszcza parę zwojów linki z ręki, a potem już silnie zacina. Jeśli sum jest niewielki od razu trzeba go wyciągać na czółno. Jeśli jednak jest on bardzo duży, to koniecznie trzeba popuścić linki, aby odeszła od dziobu czółna. W ten sposób łowca stara się dosięgnąć niskiego brzegu, gdzie wychodzi z czółna i wyciąga zdobycz, co jednak w pojedynkę nie udaje się szybko. Kiedy indziej duży sum z początku słabo walczy, dając się ciągnąć do czółna, a potem u samej burty nagle wyrzuca ogon na powierzchnię, zaczepia o burtę i głową w dół, na łeb, na szyję rwie do dna. Oczywiście takim manewrem udaje mu się czasami przewrócić łódkę, przykłady czego są nierzadkie. W Klaźmie łowi się sumy na kwok tylko do połowy lipca.
Na Donie łowią na kwok nieco inaczej. Linka – mocny, lniany lub konopny sznur, nazywany tutaj „obcinkiem” mota się na niewielką grubą rączkę, którą trzyma się w ręce, opuściwszy hak z przynętą na odpowiednią głębokość. Łowią także z lekkich łódek-barkasików we dwoje lub w pojedynkę, ale na początku jadąc daleko w górę, trzymając się blisko brzegu. Następnie rybak wypływa na środek rzeki, kładzie wiosło, przestając wiosłować, a hak z przynętą opuszcza do wody. Lewą ręką trzyma „obcinek”, a do prawej bierze kwok, ponieważ posługiwać się prawą ręką jest daleko wygodniej. Przyjęto tu zasadę, aby nigdy nie motać linki na ręku, ponieważ jeśli sznur szybko się nie odmota, to duży sum może ściągnąć rybaka z łódki.
Najlepiej łowi się tutaj suma na niegłębokich bystrzynach, gdzie wychodzi on polować na ryby. Ale dostatecznie dokładnie wyznaczyć, gdzie sum bierze najlepiej nie można, ponieważ łowi się go i na głębokim miejscu i na płytkim, co zależy od pogody i pory roku.
Kiedy rybak poczuje, że sum jest na haku, zaczyna wyciągać zdobycz. Z małymi sumami oczywiście nie patyczkuje się, ale jeśli sum jest duży lub silnie się rzuca, to rybak nie podciąga go wcale, a tylko po trochu popuszcza „obcinek”, tj. pozwala rybie odwinąć część linki z motowidła. W ten sposób to ostatnie zastępuje kołowrotek. Jednakże popuszczać ponad miarę „obcinka” nie należy, ponieważ sum może podpłynąć pod rufę i tam zalec. W takim wypadku do motowidła przywiązuje się klocek lub deskę i rzuca „obcinek” do wody. Sum poczuwszy więcej swobody stara się ujść. Rybak łapie „obcinek” i znów zaczyna holować rybę. Zmęczywszy suma, który nierzadko długo ciągnie łódkę tam i nazad – ostrożnie podciąga się go do łódki i ogłuszywszy uderzeniem obucha wciąga się go na barkas. Jeśli sum nie będzie dostatecznie zmęczony, to uderzeniem ogona w skraj łódki może czasem i wywrócić ją do góry dnem. Złowionego suma ogłuszają dlatego, aby nie mógł on wyskoczyć z łódki i aby w ogóle nie przeszkadzał w dalszym łowieniu. Oszołomiony sum leży spokojnie lub całkiem usypia. Ale czasem przychodzi do siebie, zaczyna rzucać się i rybak znów chwyta za obuch. W jeden wieczór tutaj rzadko można złowić więcej niż cztery sumy.
Najlepiej łowi się sumy w Donie w cichą pogodę, wieczorem lub świtem. Dobrze bierze na kwok wieczorem od zachodu słońca do zmierzchu. Świtem – do wschodu słońca. Pogoda cicha, to nieodzowny warunek przy połowie sumów. W brzydką i słotną pogodę sum leży na dnie nie podnosząc się i nie słyszy kwoka. W górnych stanicach częściej używają kwoka wieczorem niż rankiem. Sum trafia się w Donie i za dnia, ale nie na kwok. Po prostu zarzuca się hak na głębinę. Blisko stanicy wieczorami można widzieć na Donie wiele barkasów. Na każdym z nich siedzi rybaczka lub rybak i nęci kwokiem. Zniesie prąd łódkę – weźmie wiosło, zawróci ze środka do brzegu i z wysiłkiem znów wiosłuje w górę, znów zawróci na sam środek i znów wabi kwokiem, dopóki nurt rzeki nie zniesie łodzi w dół lub na hak nie siądzie sum. KONIEC.
(tłumaczył Hiljot)


Notka: „Rybołow” Nr 2/1987 str. 38. „Sumy – giganty”.

„Jak donosi N.J. Szabalin, mieszkający w mieście Saryagacz, Czimkentskiej obłasti, Kazachskiej SSR, w początkach czerwca zeszłego roku w zalewie Czardarińskim, koło miejscowości Biały Kamień za pomocą kwoka złowił suma długości 3,10 m o ciężarze 142 kg! Drapieżnik połakomił się na pęczek dżdżownic na haczyk numer 18 (wg rozwarcia łuku kolankowego = 18 mm. HJ). Po trzech tygodniach, na tym samym zalewie syn Szabalina złowił za pomocą kwoka suma długości ponad 2 m."





Początek






Sum wg Sabaniejewa.

Na początek parę zdań wprowadzenia. Zamieszczając parę lat temu w WCWI krótki fragment poniższego rozdziału o sumie z książki dziewiętnastowiecznego ichtiologa i wędkarza L.P. Sabaniejewa, chciałem, co młodszym Koleżankom i Kolegom „po kiju” na spektakularnym przykładzie suma uzmysłowić, jakie to kiedyś, sto lat temu, ryby bywały. Ale ja sam pod koniec lat trzydziestych, rozpoczynając pod okiem Ojca swój wędkarski żywot pamiętam, jakie mój Stary łowił sumy na Horyniu. Jak po zapadnięciu zmroku strach mnie brał, słysząc ich walenie ogonem o wodę, przypominające uderzenie o wodę spychanych kłód drewna na bindudze. Pamiętam spreparowany, dwu- i półmetrowy szkielet suma stojący w biurze znajomego nadleśniczego na szafie i wielokrotnie powtarzaną przez Ojca opowieść o wielogodzinnym holowaniu krypy przez zahaczonego suma, usiłującego skryć się w kolejnych, głębokich dołach na dnie rzeki. Dopiero, gdy zmęczoną rybę podciągnęli rybacy ku powierzchni dobił ją nadleśniczy strzałem ze strzelby. Pamiętam też, że w czasie takich nocnych wypraw na ryby byliśmy zawsze, przynajmniej raz sprawdzani przez uzbrojonych strażników rybackich kontrolujących obwód dzierżawiony przez Towarzystwo Wędkarskie. Chciałbym też, aby Czytelnicy w czasie lektury pamiętali, że to, o czym pisze Sabaniejew działo się półtora wieku temu! Stąd m.in. może zdziwić czytelników, że notacje autora n/t wagi sumów przedstawiają trochę dziwne, nie pełne liczby: 16 kg, 32 kg, 64 kg itp. Otóż w wydaniach – nazwijmy je – przedrewolucyjnych miarą wagi w Rosji był „pud” równy 16,38 kg. Po przejściu ZSRR na współczesny, europejski kalendarz i system miar i wag w późniejszych wydaniach pudy zamieniono na kilogramy. HJ




Leonid Pawłowicz Sabaniejew
(1844-1898)


Życie i połów ryb słodkowodnych.
(Rok I wydania – 1875)



Sum.
Silurus glanis (L.).


Ze wszystkich naszych ryb słodkowodnych pierwsze miejsce – jeśli chodzi o rozmiary – należy bezspornie do suma. Porównywalnie przewyższa go tylko bieługa (Huso huso L.), ale ta, jak wiadomo, jest rybą dwuśrodowiskową i wchodzi do rzek tylko dla złożenia ikry.
Zewnętrzny wygląd suma jest wielce oryginalny i – szpetny. Ogólny wygląd wskazuje podobieństwo do miętusa (Lota lota L.), ale głowa suma o wiele szersza i bardziej spłaszczona – stanowi prawie 1/6 gołego ciała, pokrytego gęstą warstwą śluzu. Paszcza ogromna, uzbrojona na brzegach dużą ilością drobnych, ale dość ostrych zębów, podobnych do szczotki. Na górnej szczęce znajdują się dwa długie, białawe wąsy, a na dolnej, nieco wysuniętej – 4 żółtawe wąsiki, trzy razy krótsze od poprzednich. Oczy niewspółmiernie małe w stosunku do pyska i sporo przesunięte w stosunku do górnej wargi. Ogon silnie spłaszczony bocznie, zwłaszcza w końcowej części, stanowi więcej niż połowę całego ciała. Płetwa odbytowa bardzo długa. Kolor suma zmienia się w zależności od wody, a także w zależności od wieku, pory roku. Najczęściej grzbiet suma bywa czarny, brzuch żółto-biały lub nieco czerwonawy i prawie zawsze upstrzony kropeczkami, granatowego koloru. Boki tułowia czarno-zielone i pokryte oliwkowo-zielonymi piętnami. Oczy blado- żółte z czarnymi plamkami. Płetwy ciemno-granatowe; piersiowa i brzuszna z żółtawymi pasami pośrodku. U młodych sumów kolor skóry i płetw jest jaśniejszy i bardziej kontrastowy. Sumy jeziorowe są zawsze ciemniejsze od rzecznych i brzuch ich jest szaro-błękitnawego koloru.
Wygląd starego, wielkiego suma jest odmienny: głowa z białawej staje się brudno-żółta i do niej przyssane jest mnóstwo wodnego robactwa w rodzaju pijawek, pokrywających i głowę i ciało.
Sum jest jedynym, europejskim przedstawicielem rodziny sumowatych, której gatunki są bardzo liczne w południowej Azji i tropikalnej Afryce. Poza tym zamieszkuje on nie całą Europę: nie ma go we Francji, Hiszpanii i we Włoszech. (Uwaga tłumacza: już jest od dawna). Rzeka Ren stanowi zachodnią granicę rozprzestrzenienia się tego drapieżnika (Uwaga tłumacza: już nie stanowi). W zachodniej Syberii, w rzekach Ingodia, Sziłka, Onon oraz innych pojawia się już inny gatunek: Silurus asorus (Pall.), odznaczający się ciemnym kolorem całego ciała, 4-ema wąsikami i niewielką długością: około 52 cm. Wg wszelkiego prawdopodobieństwa wschodniej granicy Silurus glanis (L.) trzeba szukać w środkowej Azji, gdzie spotykano go w Syr-Darii, Amu-Darii, Zerawszanie i in. Tutaj jednak spotyka się jego odmianę, odznaczającą się jedynie mniejszą ilością promieni w płetwie odbytowej.
Poza tym niedawno w Turkiestanie znaleziono odmianę sumów z gatunku Exostoma, nazwana przez Herzensteina Exostoma Oschanini (obecnie zliczana do do Glyptosternum reticulatum (Mc Lelland). W dorzeczu Amuru zamieszkują dwa gatunki z rodziny Bagrus – sumik kamienny, Bagrus calvarius (Basil), (obecnie zaliczany do kosatek), bardzo mały (13-20 cm) z 8-mioma wąsikami i dwiema płetwami grzbietowymi, z których pierwsza – z wyszczerbionym kolcem, a druga – tłuszczowa; Bagrus ussuriensis (Dyb.) mający około 92 cm długości o bardzo długim, cylindrycznym tułowiu i ośmioma wąsikami (obecnie kosatka ussuryjska).
Sum pospolity zamieszkuje u nas przede wszystkim w rzekach dorzecza Aralsko-Kaspijskiego i Czarnomorskiego; występuje najliczniej przede wszystkim w dolnym biegu rzek, specjalnie Wołgi i Kury, natomiast w rzekach wpadających do morza Bałtyckiego występuje w mniejszej liczbie i nie osiąga takich dużych rozmiarów jak na południu Rosji. Przyczyną tego są bardziej nasilone połowy, mała populacja z braku dostatecznej ilości karmy, przy bardziej wydłużonym zimowym poście. Ogólnie wiadomo, że sum, podobnie jak karp rozprzestrzeniał się w środkowej Europie już w czasach historycznych. Geograficzne rozprzestrzenienie tych ryb w Rosji jest na ogół jednakowe i coraz bardziej się rozszerza, chociaż w tym względzie sum nieco wyprzedził karpia. W jeziorze Onega, na przykład, sum pojawił się nie więcej jak 25 lat temu. W Finlandii spotyka go się do m. Tawastgusta. W naszych północnych rzekach suma nie ma całkiem i bodaj nie spotyka go się nawet w północnych dopływach Kamy. Przy ujściach naszych południowych rzek, szczególnie Wołgi i Kury, Donu i Dniepru sumy zaliczają się do najbardziej pospolitych ryb, w samym morzu trafiają się, jednak trzymając się wody z rzek. (Uwaga tłumacza: współczesne zasiedlenie suma – patrz: monografia Karola S. Napory i Mariusza Kleszcza pt. „Sum” . Wyd. „Multico” W-wa 2001).
W sprzyjających warunkach sumy osiągają ogromne wielkości. W rzekach basenu Morza Bałtyckiego, jak również w dopływach Wołgi rzadko osiągają wagę ponad 80 kg . Jednakowoż w Odrze, słynącej z obfitości sumów jeszcze w 1830 roku złowiono egzemplarz ważący 400 kg ! U nas (w Rosji) największe sumy zamieszkują, a raczej zamieszkiwały zdaje się w Dnieprze, gdzie – świadkiem Kessler (ichtiolog) – złowiono w pięćdziesiątych latach (XIXw) suma długości ponad 4 m i o wadze 288 kg i w Dniestrze, gdzie wg słów tego samego ichtiologa sum osiąga nawet 320 kg . W Dieśnie, dopływie Dniepru do tej pory trafiają się 160-cio kg egzemplarze (Wierbickij). Chociaż znany astrachański myśliwy Witte przypomina sobie o sumie 240-to kilogramowym, to na ogół dolnowołżańskie sumy porównywalnie są mniejsze, ale w mniejszych dopływach Wołgi sumy bywają większe i liczniejsze niż w samej Wołdze z wyjątkiem jej ujścia. Obecnie uwagę tę można odnieść i do Dniepru i do Donu, w których (wg Popowa) sumów większych od 190 kg zdaje się nie spotykano. W rzece Ural (i zdaje się w Kurze) duże sumy osiągają 160 kg . Jeziorowe sumy zawsze bywają odpowiednio mniejsze od swoich rzecznych sąsiadów. Sum to jedna z najbardziej osiadłych ryb i bardzo rzadko podejmuje dalekie wędrówki. Najczęściej dziesiątki lat, od wczesnej młodości do późnej starości prawie okrągły rok żyje on w jednej i tej samej jamie, wychodząc z niej w pobliże dla poszukiwania jadła i to nie zawsze daleko. Tylko wiosną podczas dużej wody sum opuszcza czasowo własną jamę i przenosi się trochę w górę rzeki, często zachodząc przy tym na zalewiska i jeziora na zalanych łąkach, gdzie nierzadko odbywa też tarło.
W dolnej Wołdze (a prawdopodobnie i przy ujściach innych rosyjskich rzek) wiosenna wędrówka sumów zaczyna się razem z powodzią, w danym przypadku około połowy kwietnia. Poczuwszy ciepłą wodę sumy budzą się z zimowej drętwoty i wychodzą z jam na łachy jeziora, czasami w morze, częściej jednak wypływają ruszając w górne partie rzek. Bardzo mętnej wody sum nie znosi i podobnie jak sandacz czasami nawet w takiej ginie i dlatego każdy, bardziej znaczny przybór każe mu porzucić swoją jamę i szukać bardziej czystej wody w ujściach małych dopływów. Z tej przyczyny przy wezbranej wodzie rzadko spotyka się go w głównym nurcie rzeki i do czasu opadnięcia wody trzyma się na zalewach i zlanych łąkach.
Podobnie jak inne ryby sumy idą w górę rzeki pod prąd, tum dalej im wylew rzeki jest większy i przedłużający się w czasie. W ogóle czym mniejsza rzeka i mniejsze jej wylewy tym bardziej osiadły tryb życia prowadzi ta ryba i tym częściej jej tarło odbywa się w głównym nurcie rzeki, a nie na zalewiskach. W drugorzędnych rzekach Rosji sumy nie mogą i tak składać ikry na zalewach ponieważ wody powracają w brzegi z początkiem maja, a więc jeszcze przed początkiem tarła. Przy ujściu Wołgi sumy jednak częściej trą się na rozlewiskach, ponieważ główny przybór wody zaczyna się tam z końcem wiosny.
Między przebudzeniem suma, a początkiem tarła mija nie mało czasu: nie mniej niż miesiąc. Podczas tego okresu swojego bandyckiego żywota sumy łapczywie karmią się rybą, szczególnie tą składającą ikrę i takim sposobem wynagradzają sobie długotrwały post. W pierwszych dniach sum żywi się także i robakami, na które latem nie zwraca prawie żadnej uwagi, nawet na najbardziej okazałe. Pokarm sumów jest w ogóle bardzo zróżnicowany, chociaż wyłącznie zwierzęcy. Za podstawowy pokarm służy oczywiście ryba wszystkich gatunków i różnej wielkości, od bardzo małej do największej. Ale, jak zresztą nie trudno poznać z jego budowy ciała, sum nie jest przystosowany do długiego pościgu i łowi rybę prawie zawsze z zasadzki, gwałtownie rzucając się na przepływającą ławicę lub z szybkością błyskawicy chwytając przepływającą blisko, pojedyńczą rybę. Niewątpliwie tę szybkość sum zawdzięcza uderzeniu swojego silnego i gibkiego ogona, którym to uderzeniem czasami ogłusza on kilka ryb w ławicy. Goniąc za żywcem sum czasami wyskakuje niezgrabnie z wody i padając jak worek z powrotem z odchylonym trochę w bok ogonem, rozpryskując przy tym masę wody.
Duże sumy, powyżej 32 kg są bardzo niezgrabne i niezwrotne i dlatego ryba, zwłaszcza duża staje się ich zdobyczą na ogół rzadko. Jednakże wiadomo, że takie giganty posługują się bardziej dość oryginalnym sposobem łowienia drobnicy. A mianowicie: wychodzą na płycizny lub pod brzeg w takim miejscu, gdzie pływa dużo małych, tegorocznych jelczyków i uklejek i leżą tam nieruchomo z na poły otwartą paszczą. Jak tylko stado drobnicy zbliży się do drapieżnika nie podejrzewając grożącego niebezpieczeństwa – sum wchłania wodę z dziesiątkami rybek, wciągniętych nagle powstałym silnym prądem wody i ginących w paszczy. Oprócz tego sum przytaiwszy się za kamieniem lub korzeniem niezawodnie posługuje się swoimi wąsami jak przynętą; ryba skuszona tymi delikatnymi, mięsistymi, przypominającymi robaczki wyrostkami i nie widząc samego suma podchodzi bardzo blisko, a drapieżnik wybrawszy odpowiednią chwilę błyskawicznie chwyta nieostrożnie zbliżającą się rybę
Ponieważ ten sposób żerowania nie jest zbyt efektywny opasłe sumy żywią się w większości żabami, rakami i „rakuszkami” tj. większymi rzecznymi małżami z gatunku „Unio” i „Anudonto”, a w morzach i przy ujściach prawdopodobnie i wieloma innymi. Żabki, przede wszystkim zielone (Rana ridibunda) są dla suma przysmakiem. Leżąc na dnie sum zawsze uważnie przysłuchuje się, czy nie zarechocze gdzieś żaba i natychmiast podpływa do rechotki aby – zawczasu otworzywszy ogromną paszczę – gwałtownie rzucić się na nią. Ta słabość do żab powoduje, że sum nie tylko odwiedza rzeczne, trawiaste łachy, ale nierzadko buszuje po zalanych łąkach. Na tej słabości opiera się najbardziej wydajny i interesujący sposób łowienia tzw. „kwok”. Sumy – zwłaszcza wielkie – nie przepuszczają żadnemu stworzeniu pływającemu po powierzchni wody i porywają dużą ilość kacząt, gąsiąt, a również dorosłe ptaki wodne. Nie rzadko sumy topią znajdujące się w wodzie psy, a nawet cielęta. Słyszano o kilku przypadkach, że olbrzymie sumy porywały pod wodę i topiły kąpiące się dzieci. Z głodu rzucają się nawet na zgniłe łachmany, a nawet wyrywają bieliznę z rąk piorących ją kobiet. W pobliżu rybackich baz położonych przy ujściach południowo-rosyjskich rzek, a szczególnie na rzece Kurze i Wołdze sumy żywią się resztkami patroszonych ryb i w ustalonych godzinach, kiedy wyrzuca się te resztki, zbierają się one przy pomostach w takiej ilości i chwytają pokarm z taką żarłocznością, że przedstawia to straszny widok.
Tarło sumów rozpoczyna się stosunkowo bardzo późno, kiedy woda osiągnie temperaturę nie mniej niż 18 ÷ 20 stopni C., prawie jednocześnie z sazanami – przeważnie w maju. Wątpliwe, aby gdziekolwiek w południowej Rosji, za wyjątkiem Zakaukazia sumy tarły się w początkach kwietnia. Wg Warpachowskiego, sumy w kazańskiej gubernii trą się w pierwszej połowie maja, a biorąc pod uwagę obserwacje w delcie Wołgi i Donu – nieco wcześniej. W Klaźmie, we włodzimierskiej gubernii sum zaczyna tarło w czasie kwitnienia głogu, z początkiem czerwca. Tylko dolnodnieprzańskie sumy mogą składać ikrę z początkiem maja, a nawet prawdopodobnie z końcem kwietnia. Wg Jakowlewa , pod Astrachaniem tarło sumów – lub dokładniej – przygotowanie do tarła zaczyna się w okresie przyboru wód, w maju, a zdaniem Popowa na Donie sumy trą się od końca maja do końca czerwca. Ten wydłużony termin zależy na pewno od tego, że tutaj obejmuje on i początek składania ikry i koniec wylęgu narybku oraz odejście starych z tarliska.
Według wszelkiego prawdopodobieństwa sumy stają się zdolne do rozrodu w czwartym lub nawet trzecim roku życia, tak że już dwukilogramowe sumy posiadają ikrę i mlecz. Samce są, jak zawsze zauważalnie mniejsze od samic tego samego wieku, ale nie zauważa się większej różnicy między trącymi się osobnikami, albowiem samcowi może grozić niebezpieczeństwo pożarcia przez samicę. Te stada sumów, które nierzadko zauważane są wiosną jeszcze przed tarłem, także składają się z osobników jednakowego wieku i wielkości.
Tarlisko sumów trafia się w dowolnie różnych miejscach o podobnych warunkach, jak miejscowe lecz prawdopodobnie bardzo rzadko zdarza się w tej samej jamie, która służy za stałe miejsce zamieszkania, za wyjątkiem może tylko niewielkich rzek, gdzie sumy z konieczności wiodą w pełni osiadły żywot. W południowo-zachodniej Rosji sumy składają ikrę przeważnie w głębokich, ale cichych, wymytych przez wodę jamach i rowach pełnych zatopionych korzeni. Na Donie sumy trą się wśród szuwarów lub innej trawy na płytkich miejscach. Na dolnej Wołdze – zawsze na rozlewiskach, zatopionych łąkach, przede wszystkim tam, gdzie pływa stare siano i zeszłoroczne szuwary. Na rozlewiskach tarło sumów zauważa się nie tak często, jak w korycie, ale i tutaj czasami dają się one zauważyć przed tarłem w wielkich ilościach całymi stadami. W jeziorze Ramza, blisko Kirsanowa i rzeki Worony w jednej toni schwytano pewnego razu 70 sumów do 16 kg wagi. Ale chociaż tym zbiorowiskom sumów w miejscach, w nie obfitujących towarzyszy nadzwyczajny plusk i głośne uderzenia, które porównać można tylko z hałasem spowodowanym wpędzanym w wodę tabunem koni, chociaż sumy gonią się jeden za drugim i nawet splatają się ciałami jak żmije – nie jest to prawdziwe tarło, ale tylko coś w rodzaju preludium tarła. Sumy zbierają się w stada i przeprowadzają swoje ewolucje w dwóch celach: po pierwsze – „rozgrzewają” się do tarła, a po drugie – dochodzi tutaj do doboru towarzyszy przez samice. Tarło sumów, to w jakimś stopniu targowisko, na którym jednak ma pierwszeństwo żeńska połowa. Tam, gdzie sumów jest niedużo, za samicą płyną zazwyczaj 3-4 samce, z których samica wybiera jednego, najprawdopodobniej silniejszego. Następnie wspólnymi siłami para przegania ponadetatowych kawalerów.
Między wieloma zawodowymi rybakami środkowej i po części południowej Rosji jest rozpowszechnione mniemanie, że samica suma wydaje odgłos podobny do „kwoczenia” (jest to odgłos podobny do tego, jaki wydaje małe, puste naczynie zanurzane całą otwartą powierzchnią w wodzie – przypis tłumacza), wabiąc tym „kwokaniem” samców. Niektórzy nawet przypuszczają, że wabienie sumów na tzw. „kwok” oparto na naśladowaniu „kwokania” samicy, a nie rechotaniu żaby. Być może sumy-samce rzeczywiście idą czasami za głosem „kwoka”, mając nadzieję spotkać samicę, albowiem nie ma wątpliwości, że sumy potrafią wydawać dźwięki, ale ponieważ kwoka używa się prawie zawsze latem, po zakończeniu tarła, to oczywiście suma wabi nie samica, ale żaba. W każdym razie pożądane są ścisłe obserwacje, a nie gołosłowne przypuszczenia.
Wybrawszy sobie samca samica oddala się z nim w ustronne miejsce na rozlewisku lub w korycie rzeki, jak powiedziano wyżej i piersiowymi płetwami wykopuje jamkę. Ta jamka, nazywana przez dolnowołżańskich rybaków „mazło” bywa czasami głęboka do jednego metra. Szczegóły składania ikry są nieznane, ale tutaj, w to „mazło” samica suma składa swoją ikrę, dość dużą, ale w niewielkiej ilości.
W okresie tarła sumy często pływają na powierzchni, przewracając się do góry brzuchem. W gorący dzień leżą one na słońcu w takim położeniu dość długi czas. W żargonie zawodowych rybaków – „grzeją sadło”. Wg wszelkiego prawdopodobieństwa tarło dokonuje się nie raz, ale kilka razy, ale jak prawie u wszystkich innych ryb jest to jeszcze nie zbadane. Parka sumów żyje w wielkiej przyjaźni i spotkawszy jednego można być pewnym, że znajdzie się w pobliżu drugiego. Mało tego: samica i samiec nie opuszczają „mazła” do czasu wylęgnięcia się narybku i strzegą ikrę od napaści łakomej drobnicy, odganiając ją od „mazła” uderzeniami ogona.
Młode sumiki wylęgają się z jajeczek po 7-10 dniach i przez pierwsze godziny trzymają się jamki, żywiąc się iłem i roślinnymi substancjami, ale wkrótce rozchodzą się, przy czym na dolnej Wołdze wielka ilość sumiąt, zostawszy w małych kałużach i błotach wysycha lub staje się zdobyczą ptaków. Nie mniej trudno wyjaśnić, dlaczego przy specjalnie dogodnych warunkach, chroniących ikrę, sumy spotyka się rzadziej niż inne ryby. Bardzo możliwe, że większa część wylęgłych rybek jest zjadana właśnie przez sumy, nawet przez własnych rodziców. Te ostatnie bowiem, wypełniwszy swoje obowiązki wracają na swoje zwykłe miejsca, w jamy, przy czym przy ujściu Wołgi wracają do rzeki. Tutaj koniec tarła przypada zawsze na spadek wód.
Według moich obserwacji na rzece Siti, jednym z dopływów rzeki Mołogi sumiątka trzymają się tutaj przez pierwszy okres na bystrzynach, za kamieniami, w towarzystwie ślizów, piskorzy i głowaczy, którymi po miesiącu lub dwóch zaczynają się żywić.
Młode sumy rosną bardzo szybko, zwłaszcza przez pierwsze 5-6 lat. Po miesiącu mają już po około 15 cm długości, a w rzece Moskwie trafiają się nawet 20-centymetrowe sumiki, tegoroczniaki, wylęgnięte prawdopodobnie w końcu maja. Jesienią, we wrześniu sumiki osiągają wagę 400, a nawet 600 gram. Woronin pisze, że we wrześniu do jeziora Pskowskiego wchodzą z rzeki Wielikiej sumy o wadze około 400 g, przy czym idą jednolitą masą, widocznie na zimowisko. Również wg Brauna roczny sum waży do 600 g, a dwuletnie do 1,2 kg, jednakże na przyrost ma wielki wpływ niski lub wysoki stan wody (w zachodnio-europejskich rzekach). W małej wodzie sumiątka rosną dwa razy wolniej niż przy dużej. Na podstawie niektórych, wyrywkowych obserwacji ja sądzę, że już przez pierwsze pięć lat przyrost wagi sumów odbywa się w postępie geometrycznym, tj. w każdym roku sum zwiększa swoją wagę w dwójnasób. Trzyletni sumek w końcu maja przy długości bez mała 70 cm waży 2,4 kg, czteroletni – 4,8 kg, pięcioletni – 8-9,5 kg. 16-to kilogramowy sum, mający około 1,5 m długości ma nie mniej niż 6 lat, ale też (może mieć) i powyżej 8 lat od wylęgu. Stary sum przybiera na wadze coraz wolniej i wolniej. Sądzę po tym, że sumik przeniesiony z Oki w Archangielski staw blisko miasta Kołomny w ciągu 35 lat osiągnął prawie 80 kg wagi i wziąwszy pod uwagę to, że stawowe i jeziorowe sumy rosną wolniej od rzecznych nawet przy bardziej obfitej karmie – myślę, że 32 kg sum ma nie mniej niż 50 lat; 64 kg – nie mniej niż 24 lat; 128 kg – nie mniej niż 50 lat i że największe sumy o wadze 240-320 kg mają nie mniej niż 100 lat.


Przesyłam pierwszą,, obejmującą około 1/3 całości, część mojego tłumaczenia rozdziału pt. „Sum” z książki L.P. Sabaniejewa,. Następne prześlę w kolejnych dniach. Jednocześnie apeluję do Czytelników tego rozdziału o ewentualne podanie innych tytułów literatury o sumie. Podaję tytuły znanej mi literatury tematu:
Dr Lidia Horoszewicz – „Sum”. PWRiL W-wa 1971.
Karol S, Napora i Mariusz Kleszcz – „Sum” Multico W-wa 2001
Ing. Jozef Miichálik – „Sumec”Statni Zemedel. Naklad. Praha 1968
Z b i o r o w e – „Wels” Blinker Hamburg 1986
Hiljot

Początek



Turkuć podjadek.

Jedną z najlepszych, specjalnych i na każdą wodę, przynęt na suma jest TURKUĆ PODJADEK (Gryllotalpa gryllotalpa), prostoskrzydły owad o długości dochodzącej do 5 cm, w chitynowej osłonie skrzydeł i tułowia. Dojrzałe płciowo egzemplarze mają siatkowate skrzydła, pozwalające w locie pokonywać znaczne przestrzenie. Owady te spotyka się w zacienionych ogrodach warzywnych i kwiatowych o wilgotnej, torfowej lub humusowej glebie, w której turkucie, posiadając przednie kończyny grzebne, kopią podziemne korytarze, podcinając korzenie roślin, przez co uważany jest przez ogrodników za szkodnika.
Turkucie często można spotkać podczas przekopywania ogrodu. Ich ulubionym siedliskiem są również składowiska kompostu i końskich odchodów. Turkucie, jak inne świerszcze wydają donośne dźwięki. Szkodnik ten, u nas bardzo rzadko używany przez wędkarzy, ponieważ w Polsce jest mało znany i dość trudny do pozyskania. W lipcu dość często wychodzi na powierzchnię i przemieszcza się, czasem nawet na znaczne odległości, w poszukiwaniu partnerki.
Używany jest powszechnie jako przynęta w dorzeczu Dunaju. Węgierski specjalista w łowieniu sumów i autor książki „Sum i jego łowienie” (Budapeszt 1970) Z. Antos pisze, że turkuć podjadek jest najlepszą przynętą na sumy. Wg jego opinii, jeśli znajdziemy dobre miejsce, gdzie powinno być stanowisko suma i zarzucimy wędkę z turkuciem na haku, to jeśli w ciągu kilkunastu minut sum nie weźmie, to znaczy, że suma tam w ogóle nie ma.
Również Jozef Michálik, słowacki autor i współautor wielu książek o tematyce ichtiologicznej i wędkarskiej, w swojej monografii p.t. „Sumec” (Praha 1968) pisze, że „krtonožka” (turkuć) jest wypróbowaną przynętą, która przynosi tamtejszym wędkarzom wiele sukcesów, zwłaszcza na głębokich wodach południowej Słowacji i na Dunaju. Turkucia – jak pisze autor – można przechowywać dłużej w dziurkowanym pudełku z piaskiem lub ziemią, podkarmiając go zieleniną: sałatą lub trawą.
Turkucia należy nawlekać na hak bardzo delikatnie pod chitynową osłoną grzbietu. Najlepiej jednak wiązać go do haka nitką w połowie tułowia, między przednimi i tylnymi kończynami. Ale podczas tej operacji należy zachować ostrożność, gdyż – jak pisze Wacław Strzelecki – turkuć gryzie boleśnie i podobno jadowicie. Zestaw z turkuciem na haku należy wyrzucać bardzo ostrożnie, powolnym i płynnym ruchem, ale najlepiej jest wywozić na głębię łódką lub pontonem. Hiljot.



Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Printerfriendly version Help Błędy Księga Gości


Reklamy KrokusOdzież strażackaZdjęcia wędkarskieOpenERPInstalacja i konfiguracja OpenERPPozycjonowanie stron WWW

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).