Lewe menu

Filtry

Komentarze

Humor»

Ocena: 5 Ilość ocen: 2

Zdrada

Po dobrej imprezce wracają trzy podpite koleżanki, w pewnym momencie zachciało im się sikać a, że na ulicy był duży ruch
i przechodziły obok cmentarza zdecydowały się przeskoczyć przez mur. Kucnęły jedna tu, druga tam i sikają nagle zrywa się wichura, burza pioruny, więc wystraszone uciekają przez cmentarz, krzaki, płot i do domów. Następnego dnia ich mężowie spotykają się przy piwku, po paru mocnych jeden zaczyna:
- Znamy się już długo to powiem wam chłopaki, że wydaje mi się, że mnie żona zdradza! Wczoraj wieczorem wróciła do domu późno, podpita, a na dodatek w podartych rajstopach.
Drugi mówi:
- Eeee, to nic moja chyba też mnie zdradza, mało że wróciła późno
i w podartych rajstopach, to jeszcze bez majtek!
Trzeci mówi:
- Panowie to wszystko nic: moja wróciła, późno, podpita, bez rajstop
i majtek, a na dodatek miała taka fioletowa szarfę na sobie:
- Nigdy Cię nie zapomnimy - Koledzy z Gdyni!

Zdrada
  • Obecnie 5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 5/5 (2)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Wspomnienia

Do wspominków, to mam serce
choć poszedłem na komercję
łowię szczubły i okonie,
i od muchy też nie stronię
gdzie ten raj jest? w jakim kraju?
tam, gdzie PZW nie mają!

Wspomnienia
  • Obecnie 4 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4/5 (6)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Dreszcze

Ocena: 4,67 Ilość ocen: 1Ocena: 4,67 Ilość ocen: 1Ocena: 4,67 Ilość ocen: 1Ocena: 4,67 Ilość ocen: 1Ocena: 4,67 Ilość ocen: 1Ocena: 4,67 Ilość ocen: 1
Ocena: 4,67 
Ilość ocen: 1 
 Ilość wyświetleń: 8697 
Komentarzy: 1 
ID: 131222 
Węzeł: 104176 
Zamaskowany łowca :)

Dzień trafił się naprawdę przyzwoity. Lekki wiaterek, chmurki tworzące delikatny woal dla słonka. Nie było ani za ciepło, ani za gorąco. Cóż, koniecznie musiałem się wybrać na ryby. Nie mogę długo bez nich wytrzymać, bo staję się nerwowy i nieprzyjemny dla otoczenia :D.

Pierwsze, co zrobiłem, to oczywiście wydłubałem kilka robaczków z ziemi. Jak ja się cieszyłem z ostatnich deszczy. Nareszcie bowiem można było znaleźć te glebowe organizmy. Areną robaczych łowów nie mogło być nic innego niż kompostownik pod starą gruszą. Wiadomo przecież – w takich miejscach najznakomitsze okazy się znajduje. A jakie tłuściutkie się pojawiły. Nareszcie odzyskały też troszkę koloru, żwawsze się zrobiły. No jak mleczyk na wiosnę. W pudełku już dość pełzaczy, można iść spakować torbę i w drogę :).

Ścieżka

Od rzeki dzieliło mnie już tylko piętnaście kilometrów jazdy samochodem. Podrzucił mnie tata. Na wędkowanie miałem niecałe cztery godziny, bo za tyle będzie wracał. Nie można było więc czekać. Szybki przemarsz przez krzaczory mojego wzrostu i już jestem na moim kochanym zakręcie. Teraz wystarczyć rozłożyć się z drgającą szczytówką wg opracowanego schematu, założyć robaczka, zarzucić i odkładając kij na podpórkę czekać na branie.
Jakieś sto metrów w dół rzeki brodziła czapla. Sprytny z niej myśliwy. W dziwne miejsce jednak się zapuściła, wcześniej ich tu nie widywałem. Owszem maja żerowiska, lecz na przelewach jakieś półtorej kilometra w górę, na przelewach i płytkich łachach. Co się jednak dziwić – susza tego roku nieźle daje popalić. Prawie dwa miesiące bez deszczu to i woda w rzece spadła do tragicznie niskiego poziomu.
Na pierwsze drgnięcie nie musiałem długo czekać. Po dwóch minutach zaczął się pierwszy taniec szczytówki. Branie dość zdecydowane. Zacięcie z nadgarstka, szybki hol i już jest pierwszy pasiasty głodomor na brzegu. Niewielki, może z dziesięć centymetrów. Szybko wrócił do wody z prośbą o przyprowadzenie rodziców. W kolejnych dwóch rzutach też okonie, tyle, że zielone, czyli jazgarze. Tego kolczastego łapsa nigdy nie brakuje. Prawdziwa złota rybka rzek, mogłaby spełniać życzenia.
Spróbowałem w dołku wymytym pod powaloną topolą. Teraz przyszło dłużej poczekać. Szkoda, że to nie wiosna, wtedy mógłbym liczyć na ładne jelce z tego miejsca. Trudno, zapoluję na coś innego. Na przedwiośniu ubiegłego roku wyciągnąłem stąd niezłego jazia, mojego rekordowego. Także zasmakował mu kopalniaczek z mojego ogródka.
Koniec kija ponownie zatańczył. Pierwsze drgnięcia były delikatne, niepewne, jakby jakiś mikrus pokroju mojego najmniejszego w życiu jazgarza dobrał się do robaka. One tak lubią, a jak się człowiek nie nauczy, to będzie czekał i czekał na ładniejsze targnięcie. Paskudnik ten w tym czasie będzie już wisiał na haku i nie będzie mógł się ruszyć bo robaczek mógłby zjeść jego z racji swych rozmiarów. Oho, szczytówka przygięła się w przyjemniejszy dla oka sposób. Teraz seria szybkich uderzeń i już wiedziałem, że smakoszem na drugim końcu jest płotka. Zacięcie i hol potwierdziły moje przewidywania. Jak na to miejsce i taki stan wody całkiem niezła sztuka. Chlap i odpłynęła.

Może wyda się to dziwne, lecz idąc z dreszczówką na moją małą rzeczkę nie używam zanęty. Po kilku wyprawach z i bez stwierdziłem brak jakichkolwiek różnic w wynikach. Na małych siurkach po prostu zanęta jest zbędna. Nie ma to bowiem, jak zapach świeżo wygrzebanego z gleby robaczka. Oj rybki szaleją na tym punkcie. Próbowałem białych, ale moje przyjaciółki wolą czerwoniaczka. Czasem na kukurydzę skusi się coś ładnego, a na porzeczki rosnące w pobliskich zaroślach i klenik chętnie uderza.
Coś niemrawo się zrobiło, zmieniłem miejsce i zeszedłem w dół rzeczki do następnego zakola. Tam także jest ciekawie. Pnie drzew wystające z wody, sporych rozmiarów konar na dnie i oczywiście głęboki dół po zewnętrznej. Ja zatrzymałem się na łasze meandrowej, gdzie wcześniej mogłem obserwować siwą łowczynię. Niżówka pozwoliła mi na wejście pod rozłożystą olszę. Pod nogami naniesiony przez nurt piasek, nad głową dające cień gałęzie drzewa, w dodatku na tyle wysoko aby można było operować tam trzymetrowym kijem. Podpórka w piach, robaczek na hak i do dzieła.
Pierwsze trzy brania zakończyły się kompletna klęską. Trzy jazgarze, w dodatku mniejsze od robaków na haczyku. Wredne z nich stworzenia, lecz i takie muszą żyć.
Postanowiłem założyć coś większego kalibru. Wygrzebałem z pudełka jedyną rosówkę jaką wykopałem i dwa najmniejsze czerwoniaki. Jazgarz nie powinien dać sobie z tym rady, a na haczyku będzie się coś działo dzięki tym dwóm dodatkom. Chlap do wody, wędka na podpórkę i oczekanie.
Z południa jakieś chmury suną. Nie wyglądają na pokojowo nastawione. Zerknąłem na zegarek. Miałem jeszcze dwadzieścia minut do zakończenia wędkowania i pół godziny do przyjazdu taty. Jelce chodzą mi po głowie. Wiem że tu siedzą sztuki na pobicie mojego rekordu z wiosny tego roku. Gdzieś tu się czai okaz dłuższy niż te magiczne dwadzieścia osiem centymetrów.
Bach, bach! – kij uderzył o plastikowe obramowanie podpórki i wygiął się niczym łuk Odysa tuż przed oddaniem strzału. Ki czort? - pomyślałem. Teraz już bez zacięcia, bo i po co podniosłem kij. O rzesz ty małpo. Coś ty za jedna? - ponownie zadałem sobie w myśli zasadnicze pytanie. Opór był spory a i uderzenia na kiju nie małe. Hamulec kołowrotka co jakiś czas pojękiwał. Nie mogłem jednak dać rybce za dużo luzu, jeśli wpłynie w zatopiony konar to będzie koniec.

Dąb nad wodą

Decyzja mogła być tylko jedna. To na pewno nie jest nic, na tyle dużego aby zerwało przypon. Trzeba ostro i zdecydowanie! Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Kilka chwil pompowania i przed oczami, spod mętnej wody mignął mi zarys mego przeciwnika. Ja pitole. To będzie mój rekordowy jelec. Nareszcie się udało!. Zaraz po tym jak się pokazał, dał głębszego nura. Nie na długo, byłem nieugięty w swym postanowieniu ostrego holowania. A to co za cholera znowu? Jakby miedzianej barwy, w czerwone kropki? Cóż to za ustrojstwo się tam zawiesiło?
Jeszcze chwila i już wiedziałem. Piękny pstrąg! W życiu bym się nie spodziewał takiej zdobyczy. Dostał trochę powietrza, zrobił świecę, chlapną kilka razy i już był mój.
Nie mogłem się na niego napatrzeć. Te piękne czerwone kropki działają jak magnes. Jego ubarwienie, tak żywe jakby nie z tej planety. Zachwycił mnie swym pięknem. Tamta chwila trwała dla mnie co najmniej godzinę, a nie minutę w ciągu której zdążyłem zrobić dwie fotki i puścić kropka hipnotyzera z powrotem do domu.
Byłem bardzo zadowolony z ryby i tej krótkiej wyprawy.
Trzeci. Trzeci pstrąg w życiu. Jednak na gruntówkę? Hehe, trzeci i największy. Blisko trzydziestu centymetrów. Ehh, trzeba to sobie zapamiętać.

Mateusz

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: PPHU PROTEKT INT. BH jest firmą produkcyjno-handlową prowadzącą swoją działalność szczególnie na rzecz Ochotniczych Straży Pożarnych, ale także i innych jednostek ochrony przeciwpożarowej. Ubrania strażackie Podstawą funkcją firmy jest zapewnienie klientom możliwości nabycia szerokiego asortymentu ubrań i ubiorów wchodzących w skład osobistego wyposażenia strażaka.

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).