Lewe menu

Filtry

Humor»

Rating: 3,5 Reviews count: 2

Bóg

Dwie rybki kłócą się zaciekle pośrodku akwarium, w końcu odpływają obrażone w przeciwległe kąty.
Po chwili jednak znowu się spotykają pośrodku:
- No dobrze - mówi jedna - załóżmy, że nie ma Boga. To kto w takim razie zmienia wodę w akwarium?!

Bóg
  • Currently 3,5 out of 5 Stars.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3,5/5 (2 votes cast)

Thank you for rating!

You have already rated this page, you can only rate it once!

Your rating has been changed, thanks for rating!

Hyde Park»

do czapka

To nie takie proste jakby się zdawało
Co nie poprawimy ciągle zawsze mało

Ten "interes" również wypada by zbadać
Jeśli kasy zawsze trzeba mu dokładać!!!

Zerknij też na licznik, co mu wystukało...
700 000 to raczej nie mało

Aby to "dopalić", bo to wszystkich rusza
trzeba raczej użyć ... "super kapelusza" :(

do czapka
  • Currently 5 out of 5 Stars.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4,8/5 (4 votes cast)

Thank you for rating!

You have already rated this page, you can only rate it once!

Your rating has been changed, thanks for rating!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Artykuły/Opowiadania/Wigilijna opowiastka 

Wigilijna opowiastka

Ocena: 6 Ilość ocen: 1Ocena: 6 Ilość ocen: 1Ocena: 6 Ilość ocen: 1Ocena: 6 Ilość ocen: 1Ocena: 6 Ilość ocen: 1Ocena: 6 Ilość ocen: 1  hit
Ocena: 6 
Ilość ocen: 1 
 Ilość wyświetleń: 3308 
Komentarzy: 3 
ID: 24157 
Węzeł: 16250 
Moje drugie ja

W połowie grudnia wreszcie chwycił mróz. Jezioro pokryło się w nocy warstewką lodu, który z dnia na dzień grubiał coraz bardziej. Na przybrzeżnych zatoczkach zaczęły się ślizgać dzieciaki, ale mało, kto próbował zapuszczać się dalej. Kilka dni później posypało śniegiem. Widoczne jeszcze poprzedniego w lodzie spękania i zamrożone bąbelki powietrza zostały przykryte kilkucentymetrową warstwą puchu. I tak na tydzień przed Wigilią jednolita biała tafla przykryła jezioro jakby przygotowując je do snu zimowego.

Zwany przez jednych Dziwakiem przez innych Starym przychodził codziennie żeby zerknąć na uśpione jezioro Z pierwszym lodem kończył swoje wędkowanie by jak mawiał dać odpocząć wodzie, ale i tak nie mógł się obejść bez jej widoku. Wędki schowane w szafie czekały na wiosnę a on spacerował obserwując pilnie "swoje" jezioro. Widok przygarbionej postaci denerwował niektórych, bo Stary jak tylko zobaczył kłusujących małolatów zaraz pędził na miejscową komendę i psuł interes. Denerwował tak bardzo, że 2 lata temu "trochę" mu przyłożyli i od tego czasu Stary kulał na prawą nogę. Sprawców pobicia nigdy nie wykryto, do czego przyczynił się wydatnie odmawiając jakiejkolwiek współpracy z policją, ale kablować nie przestał. Przychodziło mu to tym łatwiej, że jego chałupa stała tylko 200 m od brzegu na wysokiej skarpie skąd można było zobaczyć całe jezioro. Mieszkał samotnie od lat utrzymując się z niewielkiej renty. Zresztą niewiele potrzebował. Jadł niewiele wspomagając czasem dietę własnoręcznie złowioną rybą, ale nie pierwszą lepszą tylko taką, która mieściła się w jego prywatnych widełkach. Mała niech rośnie a duża jest.... za duża burczał pod nosem wypuszczając większość z nich na wolność. Tak naprawdę zabierał, co roku tylko parę ryb w tym obowiązkowego sandacza, którym zwykł uświetniać wigilijną kolację. Co roku też siadał po wigilijnej kolacji przed oknem by paląc sfatygowaną fajkę patrzeć na jezioro. Gdyby go wtedy ktoś zapytał, na co się tak patrzy pewnie zburczałby ciekawskiego i odwrócił się plecami. Bo, o czym tu gadać? Nieużytek i Dziwak - wiadomo.

Piękna była tegoroczna noc wigilijna. Co prawda parę dni temu była odwilż ale dziś lekki mrozek pozwalał księżycowi rozświetlić milionem gwiazdeczek posypaną śniegiem ziemię. Stary odsapnął wypukując z fajki resztki tytoniu. Czas się zbierać na pasterkę - pomyślał wyciągając z szafy swoje odświętne ubranie. Do kościoła było raptem półtora kilometra przez wieś, ale on zawsze nadkładał drogi brnąc wzdłuż jeziora. Potem ośnieżony i milczący stawał pod nawą i po mszy wracał tą samą drogą. Dopiero tu, nad jeziorem pozwalał sobie zanucić swoją ulubioną kolędę:

Bóg się rodzi, moc truchleje,
Pan niebiosów obnażony!
Ogień krzepnie, blask ciemnieje,
ma granice Nieskończony!
Wzgardzony, okryty chwałą,
śmiertelny, Król nad wiekami!
A Słowo Ciałem się stało
i mieszkało między nami.

W nędznej szopie urodzony,
żłób Mu za kolebkę dano;
cóż jest, czym był otoczony?
Bydło, pasterze i siano.

Cichutko, ledwo słyszalnie tylko dla siebie i jeziora. Nieużytek i Dziwak - wiadomo.

Podnieś rękę, Boże Dziecię,
błogosław ojczyznę miłą,
w dobrych radach, w dobrym bycie
wspieraj jej siłę swą siłą,

dom nasz i majętność całą
i wszystkie wioski z miastami!
A Słowo...

Brnął nucąc słowa, które zapadły mu w pamięć jeszcze w kolebce. Słowa, które kołatały się po głowie nawet wtedy, kiedy siedział za drutami obozu. Słowa, które oprócz wątłej chałupiny i paru mórg ziemi były jedynym majątkiem, jaki mu pozostał, gdy wrócił do siebie. Ziemię sprzedał zostawiając sobie tylko mały spłachetek, na którym stał dom i kupił łódkę. Wtedy właśnie przylgnął do niego przydomek Dziwak. Jak zresztą mogło być inaczej skoro pozostał samotny bez przyjaciół i rodziny. Każdą wolną chwilę spędzał na wodzie z wędką w ręku, bo dopiero tu w ciszy i samotności czuł się dobrze.
Niespodziewany hałas przerwał mu rozmyślania. Jakieś 30 metrów od brzegu zobaczył kilku ludzi i wielkie terenowe auto buksujące na lodzie. Znał ten samochód doskonale, bo, na co dzień parkowało przed miejscową restauracją. Stojąc za rozłożystym dębem zrozumiał dokładnie, co się dzieje. Amatorzy darmowego mięsa nie uszanowali nawet tej nocy licząc na całkowitą bezkarność. Terenowa Toyota wyszarpywała właśnie z wielkiego przerębla kolejne metry sieci z trzepoczącymi się w niej rybami. Chyba jeszcze nigdy nie poczuł się tak bezsilny. Gdyby, choć miał ten obrzyn, co go zdał 50 lat temu. Czterech młodych mężczyzn, wielkie auto a nawet na komendzie świętują. Boże, co robić?. Przecież to jego przyjaciół mordują ci bandyci. Zabijają jego jedyną namiętność.
Seria głuchych trzasków odwróciła na chwilę jego uwagę od kłusowników. Dopiero po chwili dotarło do niego, że to pęka lód. Maltretowana ciężarem auta, sieci i ludzi powierzchnia jeziora znalazła wreszcie sposób by się obronić. Kolejny trzask potem następny i nagle w jednej sekundzie tylne koła samochodu znalazły się w wodzie. Kierowca gwałtownie dodał gazu, ale nawet to nie pomogło. Samochód zaczął gwałtownie się przechylać do tyłu i po chwili uniosły się w górę przednie koła. Spękania lodu zmieniły się w małe jeziorka a hałas pękającego lodu ustąpił miejsca chlupotowi. Jeszcze jeden trzask i samochód powoli jak tonący okręt zaczął pogrążać się w wodzie. Z satysfakcją patrzył na czołgających się na brzuchach kłusowników i ich szefa wyciskającego się w panice przez otwarte okno samochodu. W pięć minut na powierzchni jeziora została tylko wielka dziura w lodzie i słabo widoczny dach auta. Zerknął jeszcze na przemoczonych i przemarzniętych, ale żywych kłusowi. Dobrze im tak będzie dobre miejsce na okonia ? pomyślał obserwując znikające w 12 metrowej głębinie światła samochodu i odszedł nucąc pod nosem:

Bóg się rodzi, moc truchleje........

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   
Primum non nocere

... bo to takie, co się w żadnej kategorii i skali nie mieści. Prawdziwa "Wigilijna opowieść". Nie mogę dać więcej, dlatego tylko sześć. I - ponieważ podobno nie powinno się bliźniemu źle życzyć- szkoda mi tego szefa, że taki mizerny był i szczupły z niego chłopak, który zmieści się przez okienko w Toyocie..... Taki gościu powinien być klasycznym ABS-em, zacnej postury i objętości. Napewno by wtedy..... a fuj! co za paskudne myśli mi chodzą po głowie. Gdyby nie fakt, że to fantazja literacka autora, pewnie byłby grzech"myślą" jak nic........

Początek

Dariusz Żbikowski

Nieco sprawę odwrócić i .... to Toyotę zostawić na brzegu

Początek

Ryszard Siejakowski

Ładnie i zgrabnie sobie to Sławeczku umyśliłeś. Najpiekniejsze polskie piesni, czyli kolędy plus magiczna moc wigilijnej nocy i stary człowiek nierozerwalnie związany z wodą, nad którą przeżył kawał swego życia. Może nie ma w tym opowiadaniu tego charakterystycznego ciepła wigilijnego wieczoru ale jest satysfakcja taka sama, jak przy otrzymaniu wymarzonego prezentu
Wesołych Świąt Sławku, Wesołych Świąt.

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości


Reklamy KrokusDarmowy ERP i CRM - Odoo - dawny OpenERPMetki i wszywki odzieżoweTygodnik WędkarskiSystemy CMSSklep wędkarski

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).