Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 1,5 Ilość ocen: 3

Kierowca

- Powinienem zwolnić swojego kierowcę, mówi minister do żony.
- Jeździ jak wariat, już piąty raz ledwo uszedłem z życiem...
- Daj mu jeszcze jedną szansę!

Kierowca
  • Obecnie 1,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 1,7/5 (3)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

A miałem jechać na nockę.

Diablo jest mistrzem. Diablo jest wielki.
W górę kieliszki, szampan bąbelki.
Co za technika, jaka finezja,
Krzyśka potyczki sama poezja.

Taniec na nogach, sierpy,uniki,
zachwyca speców, zero krytyki.
Końcowy gong i ręce w górę.
Diablo zwycięża. Diablo jest królem.

Diabli z zasiadką, diabli z rybami,
Diablo championem, Diabla się chwali.
Puściły nerwy już się skończyło.
Zaraz chwileczkę, to mi się śniło?

Mamy mistrza czy nie?
  • Obecnie 4 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4,2/5 (19)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Strata

Ocena: 5,13 Ilość ocen: 13Ocena: 5,13 Ilość ocen: 13Ocena: 5,13 Ilość ocen: 13Ocena: 5,13 Ilość ocen: 13Ocena: 5,13 Ilość ocen: 13Ocena: 5,13 Ilość ocen: 13
Ocena: 5,13 
Ilość ocen: 13 
 Ilość wyświetleń: 5538 
Komentarzy: 17 
ID: 47277 
Węzeł: 28360 
Primum non nocere

Czerwcowe, sobotnie popołudnie wabiło ciepłem i złotym blaskiem chylącego się coraz bardziej ku zachodowi słońca.
- Co tam - pomyślałam sobie - za tydzień wakacje! Jeszcze zdążę z tymi wszystkimi raportami i sprawozdaniami. Wędki w kącie kusiły i wabiły, Miśka spoglądała znacząco i szturchała mnie zimnym, mokrym nochalem. Trzepnęłam całą tę makulaturę, niech poczeka do wieczora!
Puszka kukurydzy zawsze jest w zapasie, paczkę zanęty i pudełko pinków kupi się po drodze. Wypad nieplanowany, nie ma co grymasić. Jak się nie ma , co się lubi, to się lubi, co się ma!
* * ** * *

Nad gliniankę na obrzeżach miasta docieramy koło piątej po południu. Zazwyczaj puste miejsce tym razem obrodziło ! Kurza twarz, więcej ich matka nie miała? Nad grajdołem siedzi ze dwudziestu chłopa, każdy z kijem. Nie znoszę takiego tłoku. Wypisz-wymaluj komercha story! Najchętniej wróciłabym do domu, ale wizja stosu papierów i nadzieja w oczach Miśki są wystarczającym hamulcem. Zajmuję jedyne wolne miejsce - w narożniku.
Znam te gliniankę jak własny balkon: tu jest najpłycej a do tego kępa brązowej roślinności tuż pod lustrem wody! Z zakwaterowaniem totalna porażka- najgorsze miejsce na całym grajdole. Dupa Jasia i organki- jak mawiał znajomy myśliwy. Połapać to sobie tu nie połapię, ale chociaż posiedzę, odpocznę, popatrzę jak inni walczą. Z prawej 10 metrów – młodzieniec siorbiący z puszki browca, z lewej, za zakrętem, „karpiarz”, rozparty na ekskluzywnym foteliku z parasolem. Po kie licho jemu ten parasol? Słońce już nie ostre, deszczu nie ma..... Szpan to szpan! Dwie karpiówki na podpórkach z systemem elektronicznym... Poważna rzecz! Kurde blade, a może on echosondę zapuścił pod sitowie? Czapeczka Dragona..... No dobra, koniec oglądu. Spławik, haczyk , 2 kukurydzki made in Krakus zapięte czerwonym pinkiem dla okrasy i „od spadnięcia”. Pooooszłooooo! Jakieś 30 metrów na wprost, w korytarz między zielskiem, na czysta wodę. Kładę wędkę na podpórkach i siadam na swoim ulubionym krzesełku. Można wystawić nos na słonko. Jest ciepło, leniwie, leciutki wiaterek pieści twarz.. Przymykam oczy, obserwując spławik przez rzęsy. Miśka leży obok. Kładę jej rękę na łbie i drapię za uszami. Jest nam błogo.....
Od czasu do czasu któryś z wędkarzy z hałasem lokuje coś w siatce. Hałas jest niezbędny żeby wszyscy widzieli zdobycz i darzyli łowcę należytym szacunkiem. Tylko karpiarz jakoś nie ciągnie. Nad głową brzęczy mi jakaś upierdliwa mucha. Nie, nie mucha, osa! Zwietrzyła kukurydzę i lezie ścierwo! Nienawidzę os! Miśka nie znosi ich chyba jeszcze bardziej odkąd jedna z tych pasiastych wywłok użądliła ją w ucho. Torebka po „Traperze” spełnia śmiercionośne zadanie. Wróg został pokonany na śmierć!!! I znów leniwa cisza letniego popołudnia. Cienie dłuższe, światło coraz bardziej złote.... Kolejny szczęściarz pochrząkując umieszcza karpika w siatce. Okazów tu nie będzie. Podobno w wodzie jest kilka karpi „dziesiątek”, jakieś amury i szczupak- kaczkojad. Podobno....Jak to w wędkarskich opowieściach. Na pewno są ładne, złote karasie i bąki – nawet do kilograma. Można trafić wszędobylskie okonki....czasem lina. No i są karpiki 2-3 kilo- pozostałość po czasach, kiedy właściciel zarybiał glinianki. Ale to było ze 4 lata temu. Teraz buja ponoć gdzieś w Kanadzie a na glinianki może przyjść, kto chce. Kłusole nie mają tu czego szukać, bo siecią nie pociągnie i za blisko do posterunku...Głowa zaczyna mi się kiwać.... Miśka przez sen przebiera łapami, po kolanie lezie mi biedronka..... Z terkotem przelatuje „helikopter”- duża, czarno złota ważka. Otwieram oczy i w tej samej chwili widzę, jak moja wędka wolniutko rusza na podpórkach. Żyłka ucieka jak zaczarowana. W ostatniej chwili, jeszcze gdzieś między snem a jawą łapie za kija. Zacięcie i....... o żesz ty Karol! Nie mam nic do gadania! Furda hamulec, pryszcz.cała moja wiedza i doświadczenie. Nie ja tu rządzę! Zestaw na karpika nie na wiele się tu zda. Takiej ryby jeszcze nie miałam. Za cholerę nie wiem, jak sobie z nią poradzić! Kołowrotek jęczy, żyłka gwiżdże! Muzyka najpiękniejsza w życiu! Ale sama muzyka nie wyholuje tego potwora! Już go widzę oczami wyobraźni: wielki jak łódź podwodna, z siłą torpedy, paszczą kroko.... No nie, dziewczynko Ewusiu, bez przegięcia! Karp z paszczą krokodyla?!!! Ryba dalej harcuje a ja jedyne co mogę, to starać się utrzymać napiętą żyłkę i nie tracić kontaktu. Glinianka jest długa, ale ma z 60 metrów szerokości. Taka kicha... A ryba , która najwyraźniej doszła do wniosku, że nie wyhamuje na drugim brzegu pojechała wzdłuż. Tuz przed końcem żyłki stanęła. Faceci z brzegu widząc, co się dzieje powyciągali swoje zestawy. O dziwo życzliwie obserwowali moją potyczkę z rybą, dawali rady, gotowali się z podbierakami. Obstawiali karpia „dziesiątkę” a któryś, który był bliżej twierdził, że to wielki amur i że go widział pod wodą. Nie wiem, co on widział, ale wiem, co widziała moja wyobraźnia: kuter torpedowy, kłoda, płetwal błękitny! Adrenalina waliła, w uszach mi dzwoniło, ręce miałam drewniane. Skubaniutkie bydlę stało przymurowane przy dnie i nic! Lekko popukałam w żyłkę. Chwila ciszy. Nic. Naraz.....Ryba ruszyła. Żeby chociaż statecznie, powoli.. Gdzie tam! Od razu jak motorówka i do tego prosto na mnie! Przez chwilę wydawało mi się, że widzę jej cień: wielki, wrzecionowaty.... Miśka warknęła ostrzegawczo. A żeby cię pchły oblazły! – przeleciało mi przez głowę pobożne życzenie. Zaraz jednak zdałam sobie sprawę z głupoty wyrażonego wniosku. A kto potem odpchli psa i chałupę?! Ryba tymczasem pruła wprost na karpiarza. Ręce mnie zaczynały boleć- bardziej z emocji i braku umiejętności niż z wysiłku.
Uciec to ty mi już nie uciekniesz, rybeńko, ale jak z tobą walczyć? Jak cię wyciągnąć?
I wtedy zobaczyłam, że obie wędki karpiarza są w wodzie. Spojrzałam na faceta a on uśmiechnął się do mnie prowokująco. „- No i co? Teraz wpakuje się pani w moje zestawy, co? Jak się nie umie, to się w domu siedzi i dzieci pilnuje!” Kilku z moich „kibiców” burknęło w odpowiedzi na te zaczepki jakiś mało cenzuralny komentarz. „Co się nie podoba? Każdy ma swoje stanowisko!” - usłyszeliśmy . Bardzo się starałam zatrzymać rybę i nie dopuścić, by weszła w terytorium karpiarza. Nie wiem, co zawiodło- sprzęt czy moje umiejętności a właściwie ich brak. Po kolejnym nawrocie przytrzymałam za mocno, czy skręciłam za gwałtownie.... Żyłka pękła! Nic nie da się porównać z nagłym uczuciem luzu.... Żal, zawód, gorycz porażki, przełykane łzy, żeby faceci nie widzieli.....Ręce pozbawione oporu wiotczeją, kij ze sflaczałą żyłka zwisa smętnie, a całe girlandy wysnutej żyłki plączą się na krzaku za plecami- tak, jak odstrzeliły. Jestem kompletnie pusta w środku. Siadam na krzesełku i zapalam papierosa, podsuniętego przez któregoś z kibiców. „Szkoda!” - powtarzają. „Ale haman !!!Ale kaban był”- słyszę dookoła. Nie wiem. Nie widziałam. I pewnie się już nie dowiem, jaka była ta moja ryba życia. Karp czy amur... Jakie to ma znaczenie? Zapamiętam na zawsze jej ciężar, pulsowanie na końcu wędki, smak walki.. i żal, że nawet jej nie zobaczyłam. Czy żałuję? Wtedy tak! Płakać mi się chciało jak dziecku. I gdyby któryś z kibiców powiedział jakieś gorzkie słowo o babie nad wodą- pewnie bym się poryczała. Ale oni wszyscy stanęli na wysokości zadania, na poziomie wędkarskiego kumpelstwa. No, prawie wszyscy. Dzisiaj powiem , że nie żałuję! Bo tak naprawdę żadna z naszych zerwanych ryb nie jest stratą. Pozostają po nich najpiękniejsze wspomnienia, marzenie, które było o włos od spełnienia a które można dalej ścigać. Ryby złowione, nawet te największe - stają się przeszłością. Te, które z nami wygrały - ciągle jeszcze są przyszłością, którą możemy znaleźć za kolejnym zakrętem rzeki.

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   

Opowiadanie jak Twoje wszystkie-Wspaniałe.Zastanawia mnie tylko jedno-dlaczego to opowiadanie nie jest jeszcze hitem???????

Początek

Bardzo ciekawe, warte polecenia opowiadanko Polecam wszystkim

Początek

Super napisane, z werwą i fantazja. Czyta się z przyjemnościa, cieszy mnie sukces Ewy bo panie nad woda lekkiego życia nie mają

Początek

Pozwolę sobie zwrócić się na "Ty". Ewo, opowiadanie bardzo dobre, bardzo dobre z plusem. Choć napisałaś kilka lepszych opowiadań, to jednak nie schodzisz ze świetnego - Twojego poziomu pisania. Ja wyczuwam w Twoich tekstach pasję i widzę duży kunszt - ten tekst jest reprezentatywny. Zatem bardzo dobry z plusem.
Twój tekst przypomniał mi o pewnym stawku, który słynął niegdyś z wielkich linów. Miałem kiedyś jednego z tych linów na kiju, a on po prostu sobie odpłynął

Początek

Mateusz Sławiński

Wartko i przyjemnie.

Początek

Rafał Kos

Co ja mam napisać, chciałem sie do czegoś "doczepić" tak z zasady aby nie było tak słodko, ale do czego.....Nic nie znalazłem. Ja nie czytałem tego opowiadania ja je konsumowałem. To było tak realne, że moja wyobraźnia praktycznie nie musiała pracować. Ewo co mogę napisać, tylko gratuluje ! Naprawdę smakowało !!!
pozdro kosu

Początek

Barwnie napisane, przeczytałem z przyjemnością i nawet zatęstkniłem za cieplejszą porą i spławikiem.

Andrzej

Początek

Zgadzam się z oceną p. Darka odnośnie interpunkcji i sposobu publikacji. Od siebie tylko dodam, że każde zdanie zaczyna się wielką literą.

Początek

Dariusz Żbikowski

... nie oceniałem. Dwa konkursy jakoś przeszły mi, bo zakładałem, że najlepiej będzie jak ocenię hurtem, na sam koniec. Ponieważ jednak przekonałem się, że życie płata figle, postanowiłem jednak oceniać na bieżąco.

Zaczynam od kobiety, to chyba oczywiste

Z góry również zastrzegam, że jako admin, zawsze staram się to robić racjonalnie, w skali ... wszystkiego, co opublikowano kiedykolwiek na RO.

Zatem do rzeczy.

Ewo, językiem posługujesz się jak zwykle wspaniale! Za to zawsze masz u mnie 6-, minus to za tego "kija", choć to niby łódzka gwara . Swoją drogą to ciekawe ile razy Ty byś mnie musiała mi odejmować, już to widzę , 2+ to max, tak jak to miałem zwykle w szkole, z polskiego .

Czego mi brakuje? Niestety brak mi napięcia i wizualizacji. Przypuszczam, że ta walka trwała dla ciebie "wieki", jednak prześlizgnęłaś się przez nią zbyt szybko. Odejmuję również, DODATOKWO za pisanie NIEZGODNE ze standardem jaki zaproponowany jest w helpie (patrz kropki, przecinki, odstępy, myślniki itd. - tj. patrz "Jak napisać artykuł - pomocne instrukcje". Od profesury muszę wymagać "potrójnie", zgodnie z siłą mej oceny!!! Ogłupiania "systema", jako admin, nie mogę tolerować! Przykładowo dziś odkryłem dlaczego padła baza danych i straciłem dwa dni na jej naprawie. Otóż Tomek, gdzieś z rok temu, wpisał posta w którym użył, do zobrazowania bicia piany, literek "o" i "O" wystęujących tuż po sobie, w ciągu blisko 500 sztuk. Niestety system wyszukiwania zakłada, że wyraz nie będzie miał więcej niż 255 znaków . Podobne efekty niestety może dawać pisanie niezbyt zgodne z sugerowanymi zasadami. Wyszukiwarka słów nie jest w stanie odnaleźć słowa "xxx" jeśli zapisano je jako "xxx-".

Nie zmienia to faktu, że opowiadanko generalnie podoba mi się!

Początek

wszystko super, przez cały czas trzyma w napięciu od samego początku, aż do samego końca.

L U D Z I E W Y S T A W I A J C I E O C E N Y !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Jak taki konkurs może być obiektywny, skoro na każdy artykuł przypadają trzy, może cztery oceny?

Początek

Czytając to opowiadanko, byłem tam z Tobą...
Gratuluje...

Początek

Jeśli treść jest pisana gwarą, lub co najmniej jest przetykana częściej gwarą - to w porządku. Ale jeśli jest to tylko jedno słowo lub wyrażenie gwarowe to jest, niestety błąd. A "bąka" nie znałem i mimo posiadania kilku słowników ichtiologicznych, nie spotkałem. Tak, jak do internetowego spotkania ze Sławkiem Rybickim nie wiedziałem, że "Byba", to brzana. HJ

Początek

Jarosław Szczepaniak

Bardzo fajne i z humorem napisane. A strata? Dzięki niej mamy kolejne fantastyczne opowiadanie. Gratuluję Ewo.

Pozdrawiam. Jarek

Początek

Napisałaś: łapię za kija, a na mój językowy słuch poprawniej jest: łapię za kij. Słyszysz róznicę? Aha, co to za ryba "bąk" ? Pierwsze słyszę! HJ

Początek

Do swojej recenzji zapomniałem dodać, że zysk to mamy my: raz, że czytamy śliczne opowiadanie i dwa, w wodzie pozostała rybka. Więc zysk podwójny!

Początek

Primum non nocere

co miałeś na mysli z tym dziegciem i kijem?

Początek

No, nie! Jeśli ja, (jak na razie), mam piątkę, to ja Ci daję 10!. Opowiadanie pełne dowcipu, ale i napięcia, dramatyzmu niemal. Najbardziej podoba mi się jednak swobodne operowanie słowem w krótkich zdaniach, czego ja nie umiem. I to, zdawałoby mimowolne, krótkie odchodzenie od głównego wątku w kierunku bon motu, lekkiej uwagi na temat poboczny, ale niezmiernie ubarwiający całe zdarzenie. Ale jest i kropelka dziegciu: ...łapanie za kija... (!?)
Mógłbym napisać recenzję na 4 strony, ale przekroczyłbym zasady. Więc tylko duża, duża buźka! Hil.

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Fundusz ETF - ciekawe linki

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).