Lewe menu

Filtry

Komentarze

Artykuł - Słowa to piękne i niebezpieczne narzędzie...Piękne słowa Bardzo dobre (5)

Humor»

Ocena: 4 Ilość ocen: 3

Rozmowa

Płyną turyści statkiem. Widzą bacę i krzyczą :
- Ahoj, baco!
- Jak wam się powodzi?
A baca na to :
- Ahoj was to obchodzi!

Rozmowa
  • Obecnie 4 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4/5 (3)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Rymogady

Rymogady.

Lubię wszelakie polemiki;
w nich wiele pieprzu i soli,
bo patrząc na tego gadulstwa wyniki
można wiedzieć, co kto myśli i woli.

Mnie jednak do głowy myśl uparta wpadła:
dlaczego te gadające głowy
polemizują używając rymadła,
zamiast normalnej mowy?

To jakiś atawizm chyba
z trzeciorzędowego chaosu,
kiedy rybać, czyli mówić, chciała ryba,
ale jej Bozia nie dał głosu.

Stąd niektórzy z nas, ryb dalecy potomkowie,
mający najwięcej rybich genów,
posługują się rybo- czy rymosłowiem,
zaskakując nas swoją ryboweną.

Jeśli wątpiący w mą teorię byliby,
ja analizą naukowo poprawną,
że Sławek („Byba”) pochodzi od ryby
wywiodłem już bardzo dawno

Więc wyluzujcie co nieco,
zacierając dalekiej przeszłości ślady,
abyście nie zostali, oczami świecąc
nazwani z humorem – RYMOGADY.

PS.
Stwierdzam z uczuciem ambiwalentnym,
że i ja nie jestem święty
i kultywując gadulstwa obyczaj
do rymogadów się także chyba zaliczam.

Rymogady
  • Obecnie 4,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4,7/5 (3)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Artykuły/Rybim okiem/Listopadowe marzenia 

Listopadowe marzenia

Rating: 0 
Rating count: 0 
 View count: 4709 
Comments count: 0 
ID: 47748 
Node: 28690 

Przyznacie chyba, że niemożliwie długo wstaje listopadowy dzień.
Pełny kleistej wilgoci, odkładającej się przenikliwym chłodem po każdej cząstce ciała.
Niewielu znam ludzi, którzy tak naprawdę lubią listopad. To czas wielkich zmian.
Często się zdarzają jeszcze dni pełne złota i blasku kolorowych liści. Najczęściej jednak jest gorzej … to ta szarość deszczowo mglistych przestrzeni, nastraja nas refleksyjnie. To miesiąc pamięci o tych, co już od nas odeszli. I tylko intensywność barw kwitnącej chryzantemy jest niczym wyzwanie rzucone wyblakłemu słońcu.

Na przekór, z nadzieją, wiarą.

Słoneczna Skałka

Znakomita większość z nas najczęściej jednak znajduje pretekst, aby jednak zostać w ciepłym domu. W przyrodzie również jest podobnie, większość naszych owadów, płazów, ryb a nawet ssaków znad wód zapada w letarg. Jesienna woda jest ciemna, wydaje się bezdenna, hipnotyzuje swoim spokojem. Nasze zmysły są wyostrzone. Rejestrujemy bezdenną ciszę, wyłapując każdy szmer zeschniętych traw, każdy szmer wody uderzającej o kamienie.

W napięciu oczekujemy Wielkiej Chwili BRANIA. To taki prastary zew sprawia, że czujemy się niemal w skórze bohatera powieści Londona, który gdzieś tam pośród śnieżnej przestrzeni Dalekiej Północy zmagał się z żywiołami natury. Nadzieja ogromna, ale i ryzyko niemałe. Nasze zdrowie. Ziąb, deszcz i wiatr sprawia, że na pierwszym planie jest odpowiednie przygotowanie. Nie tylko od strony technicznej,…ale i fizycznie i psychicznie. Źle ubrani i źle przygotowani do podołania trudom łowów w surowych warunkach pogodowych, spowoduje nie tylko choróbsko, ale także złość i rozczarowanie. Dokładnie mierzmy swoje szanse! Tu nie może być prowizorki.

Pamiętajmy, że pod powierzchnia wody, jej mieszkańcy stają przed podobnym wyzwaniem. Tam jednak zasady są proste - być albo nie być.
Właściwie wyzwanie rzucone nam na takiej wyprawie przez naturę polega w głównej mierze na poznaniu jej kilku tajemnic. Choć najczęściej przychodzi taka chwila, taki odcień wody, zespół nierozpoznanych, niezrozumiałych do końca okoliczności, na pozór bez związku i znaczenia które sprawiają, że każdym nerwem czujemy zbliżający się atak ryby.

Z czym jednak przyjdzie się nam zmierzyć?
Powiem tak…magia tej ryby, jej wielkość i niepowtarzalne piękno sprawia, że COŚ każe stać
godzinami w lodowatej wodzie, z nadzieją na tą jedyną chwilę…branie.
Uprzedzam… nie każdy nadaję się na łowcę głowacicy. Znam takich, co po dwóch, trzech wyprawach bez brania zrezygnowali. Ile to już razy? Ogrom czasu tak wielki jak ogrom marzeń.

Przygotowanie

Trudna jest miłość do głowatki. Goliat wśród ryb. Królowa. Cielsko miedziano-purpurowe, opalizujące surowym błękitem. Szanse na pomyślny połów… podobne do totolotka. Ryba obdzielająca swych łowców notorycznością klęsk. Nieraz zastanawiałem się jak znaleźć skuteczny sposób na zawładnięcie tym niezwykle chimerycznym stworzeniem kryjącym się w przepastnych głębiach, na zakolach, wykrotach, w dołach wyścielanych kamiennym rumowiskiem.

Jest to ryba świtu i zmierzchu, czasem możemy mieć jeszcze szansę w ciągu dnia, podczas pochmurnej pogody z padającym deszczem lub śniegiem.
Polowanie zaczynamy najpewniej od wlewu. Najczęściej żerująca głowatka ustawia się w miejscu gdzie nurt zaczyna zwalniać, zwłaszcza podczas migracji ryb na zimowiska.

Przynętę staram się prowadzić wolno, nadając jej ruchy znoszonej przez nurt, osłabionej rybki. Ważne jest, aby utrzymywać przynętę maksymalnie długo w jednym miejscu, wspomagając jej ruchy szczytówką lub pociągnięciami sznura. Moim skromnym zdaniem najlepsze są tak dobrane imitacje, aby pracowały w pół wody. Wykonuję wiele rzutów w jedno miejsce, czasem możemy mieć szczęście zaobserwowania żerującej głowatki, wtedy nasze szanse bardzo rosną! Pamiętajmy jest to ryba ostrożna i płochliwa. Rzuty zwłaszcza na płaniach muszą być ciche, z możliwie dużej odległości. Często też możemy spotkać głowatki pośród leżących w nurcie głazów, tam najczęściej stoją te z nich, które wyszły z głębokich dołów na żer. Branie najczęściej przypomina tępy zaczep. Zacięcie zwłaszcza na pojedynczy hak musi być mocne. Trudno cokolwiek wbić w tak kościstą paszczę. Zwłaszcza, że atakująca głowatka potwornie silnymi szczękami przede wszystkim miażdży swą ofiarę. Po zacięciu ryba prawie zawsze robi młyn na powierzchni. W tym momencie możemy też zobaczyć, z czym nam przyjdzie walczyć. To krytyczny moment …wiele ryb wtedy się spina, nie wiem, ale podejrzewam tu jakiś paraliż ruchów wędkarza. Sam hol…to spokój. Nigdy nie śpieszmy się z podbieraniem. Do lądowania przystępujemy, gdy ryba leży na boku bez chęci do dalszej walki.

Dobra …powiedzmy teraz, z czym na połów.
Muchówka klasa 8-10 AFTMA ja mam 3.00m i …wystarcza.

Zonker

Sznur w podobnej klasie, tonący. Ideałem jest tak dobrać linkę, aby na łowisku tonęła, do połowy jego głębokości. Pod sznur nawijamy obowiązkowo podkład długości 100-150m.
Przypon jest bardzo ważny. Grubość ok. 0.25 - 0.35mm z jednego odcinka żyłki, Długość ok. 1.0 - 1.5 m. Pamiętajmy, że nasza imitacja jest spora, na węzły działają bardzo duże przeciążenia, a w nurcie najczęściej są ostre krawędzie skał. Wymieniajmy go często!
Muchy (??!!) a właściwie powinienem napisać imitacje.
Ja zawsze stawiałem na prostotę i wygodę.

Imitacje wykonuję na kutych hakach sumowych i łososiowych.
Podstawowym materiałem jest miękka sierść (np. koza afrykańska) do tego tęczowy krystal flesz, czasem dokładam pióra siodłowe koguta. Imitacja ma długość ok. 10-15cm i musi doskonale pracować ( testy w wannie wskazane). Nie stosuję puchu marabuta, bo twardnieje na mrozie a poza tym imitacja jest ciężka. Dobrze stosować różnego rodzaju syntetyki, ale przyznaje nie mam w tym temacie za wiele doświadczenia. Nie dociążam też swoich przynęt, czasem to zakłóca jej pracę.

Na wzór czego to zrobić?... może klenia, brzanki ( przyznaję jednak, że moje doświadczenia dotyczą przede wszystkim Popradu ). Kolorystyka stonowana. Dużo złota, srebra trochę oranżu. Tu nie ma recept. Często o skuteczności przynęty decyduje wiara w nią przez łowiącego. Próbujmy!
Ja swoją pierwszą złowiłem na „przerośniętego„ zonkera! Ale to było już dosyć dawno.
Słyszałem również o skutecznym połowie głowacicy na nimfę, zwłaszcza na Sanie ( polecam publikacje Andrzeja Małety - byłego mistrza polski w wędkarstwie muchowym)
Opowiem Wam jak taki połów najczęściej wygląda.
Osądźcie sami…

Włosianka

Dolina Popradu. Ponuro. Koło zera. Zadymka przetkana mżawką. Podczas takich łowów dobry jest kumpel, przyjaciel. Masz świadomość, że nie sam marzniesz, nie sam złorzeczysz, przegrywasz. On także urywa łowne muchy. Jemu też nic nie uderzyło od paru godzin. Oboje skoncentrowani aż po zziębnięte koniuszki palców ”orzemy” nurt. Okrutnie znajomy szum rzeki. Znamy już prawie każdy kamień, zwężenie nurtu. Woda trącona.

Podwyższona na tyle, że z płycizn wymiotło już ostatnie liście jesieni. Otoczaki oślizgłe od mokrego śniegu. Anemiczne słońce już prawie dotyka gór, zza grubej burosinej pierzyny chmur. Góry toną. Toną w niebie. Jakby cały świat chciał stłamsić resztki nadziei kołatające się w sercu. Ale czas dobry, najlepszy, drobnica wygoniona nadchodzącą zimą spływa do grubych, głębokich miejsc na zimowisko. Ona wie...czatuje...patrzy...Pierwsza godzina. Natłok nadziei. Przygnębienie wkrada się przy dwudziestym przerzucie linki. Desperacja przy setnym...a przy tysięcznym?

Ludzie obserwują nas z drogi. Niektórzy zatrzymują się na chwilę. Na pewno wydajemy się im żałosni , naiwni - zastanawiam się czy nie jesteśmy jak Don Kichot. Czysty obłęd. Wiatraki. Wiatraki w nurcie, wiatraki w głębinie, wiatraki.....i słabnąca z każdą chwilą ręka, nadzieja. Obolały kręgosłup. Któż to zrozumie...ale ONA tam jest!! Po rzece niesie się wieść.

Wczoraj ktoś złowił. Sztuka 8 kilo. Czyli jeden z tysięcy rzutów był celny. Dobrze. Tylko pracy i wytrwałości. Wiary! Potrzeba wiary! Mogę obdzielić nadzieją setki notorycznych pesymistów! To wspaniałe uczucie. Nieprawdopodobne. Skąd to się bierze?

Teraz jednak rzut za rzutem. Krok w dół rzeki...rzut...krok...

Maddler

Ten śnieg. Podrzucany wiatrem kołuje niosąc spokój. Szum ołowianej rzeki toczącej się w objęciach szybko nadchodzącej nocy. Coraz śmielszy mróz ścina kropelki wody na sznurze, przelotkach. Sztywnieją rękawy przemoczonej kurtki. Już nie pomaga ubieranie się na cebulkę. Ziąb wkrada się w każdą tkankę ciała. Czujesz senność...
To jak ściganie ducha.
Wiary! Wiary i nadziei.

Ileż uporu potrzeba, aby znaleźć tę chwilę szczęścia. Już prawie noc. Rzuty już coraz bardziej dla przyzwoitości. Dopełnić dzienną czarę goryczy. Obserwuję, co robi kumpel. Też już nie ma ochoty. Przyjechał namówiony. Dał się jak "cygan powiesić". Drugi dzień okrutnego testu samozaparcia. Już się poddał. Lecz trwa. Chucha w dłonie. Czując mój wzrok...rzuca kolejny, tysięczny raz, w coraz bardziej tajemniczy nurt Popradu, i oto... krzyczy!
Krzyczy rozpaczliwie!

To jakby głos grozy. Próbuję biegnąć... ale jak tu biegnąć ubrany jak niedźwiedź, objuczony jak wielbłąd?! Widzę miotającą się na powierzchni Królową. Miedziane cielsko raz po raz kotłuje nurt. Muchówka wyciągnięta nad głowę jak maszt. Prawdziwa Królowa. Potwór głębin. Skoro jeszcze nie zeszła - znaczy - dobrze zapięta. Wrzeszczę....POPUŚĆ HAMULEC!!!
Ryba jak byle tęczak skacze na ogonie. Prawie z przerażeniem w oczach kamienieję w ruchach za każdorazowym skokiem ryby...nawet, nie oddycham. Kumpel popuszcza hamulec. Królowa idzie głęboko, schodzi z nurtem. Przypon u kumpla dobry - 0.35 ( na ten śryż) On też już spokojniejszy, ochłonął. Walka brutalna (mimo tej liryki)

Królowa odchodzi też już bez fanaberii, młynków, ale zdecydowanie, po monarszemu nie muruje. Gra fer w pół wody. W ciągłym ruchu. Dobrze. Kumpel dokręca hamulec. Skoki coraz krótsze, przytłumione. Pewne. Kij pracuje całą długością.

Jeszcze za bardzo nie nadaje się do wyślizgania. Za szybko. Ma dobry metr z okładem....próbuję ją zajść od ogona. Szelma to czuje, jeden młyn, drugi... rozjuszona rozbryzguje na wszystkie strony lodowatą wodę. Jednak kumplowi udaje się doprowadzić ją na płytką wodę....tam słyszę pękającą żyłkę (tak chyba pęka serce wędkarza) Moja decyzja. Rzucam się łapskami na rybę. Już czuję opuszkami palców oślizgłe drżące cielsko...wymyka się jednak...poszła...spokojnie...z muchą i metrem rozwiązanego (przesilonego) na węźle przyponu. Moja pełna kąpiel. Listopad. Koło zera. Kac. Grobowe miny. Bez słów. Cisza padającego śniegu. Wyżymam wodę z ubrań. Wylewam wodę z neoprenów. Nawet nie jest mi zimno...dziwne ...ale naprawdę nie jest mi zimno. Świńskim truchtem biegniemy do pensjonatu. W środku czuję gorycz i nienawiść, żal i wstręt, rozpamiętuję każdą chwilę holu....ale po kąpieli nawet nie kichnąłem!

A kumpel?....do dziś, tak jak ja, jeździ na spotkanie, czekając na kolejną audiencję u Królowej Podhala...może jutro?

A ONA..
To zobaczysz - ile razy pełna dostojeństwa odprowadzi Twoją przynętę. Dla przyzwoitości. Pozoracji działania. Latami się za nią będziesz uganiał. Oczekując.

A gdy ono nastąpi...będziesz miał pustkę we łbie, zawiedzie psychiczne przygotowanie, nogi będą jak z waty... do dziś nie wiem dlaczego?
Może przez pokpione szanse, takie jak obraz paszczy przy drżącej, falującej strachem imitacji brzanki, wyrzuconej niedbale nurtem za granicę cienia głębiny? Te pozostaną Ci przed oczami do końca życia!

Może przez - na pewno trudne uczucie, nieodwzajemnione, powleczone goryczą niespełnienia?

Reviews and comments

Standard view   
   
 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Dobre i tanie domowe jedzenie Bar Łódź

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).