Lewe menu

Filtry

Komentarze

Artykuł - Słowa to piękne i niebezpieczne narzędzie...Piękne słowa Bardzo dobre (5)

Humor»

Ocena: 4 Ilość ocen: 3

Rozmowa

Płyną turyści statkiem. Widzą bacę i krzyczą :
- Ahoj, baco!
- Jak wam się powodzi?
A baca na to :
- Ahoj was to obchodzi!

Rozmowa
  • Obecnie 4 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4/5 (3)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Rymogady

Rymogady.

Lubię wszelakie polemiki;
w nich wiele pieprzu i soli,
bo patrząc na tego gadulstwa wyniki
można wiedzieć, co kto myśli i woli.

Mnie jednak do głowy myśl uparta wpadła:
dlaczego te gadające głowy
polemizują używając rymadła,
zamiast normalnej mowy?

To jakiś atawizm chyba
z trzeciorzędowego chaosu,
kiedy rybać, czyli mówić, chciała ryba,
ale jej Bozia nie dał głosu.

Stąd niektórzy z nas, ryb dalecy potomkowie,
mający najwięcej rybich genów,
posługują się rybo- czy rymosłowiem,
zaskakując nas swoją ryboweną.

Jeśli wątpiący w mą teorię byliby,
ja analizą naukowo poprawną,
że Sławek („Byba”) pochodzi od ryby
wywiodłem już bardzo dawno

Więc wyluzujcie co nieco,
zacierając dalekiej przeszłości ślady,
abyście nie zostali, oczami świecąc
nazwani z humorem – RYMOGADY.

PS.
Stwierdzam z uczuciem ambiwalentnym,
że i ja nie jestem święty
i kultywując gadulstwa obyczaj
do rymogadów się także chyba zaliczam.

Rymogady
  • Obecnie 4,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4,7/5 (3)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Artykuły/Rybim okiem/Wyczyn ciąg dalszy 

Spławik

Rating: 0 
Rating count: 0 
 View count: 7855 
Comments count: 2 
ID: 166084 
Node: 136936 

Spławik,

nieodzowna część zestawu wyczynowego.

Spławik, bardzo ważny element całości (jak wszędzie). Jak ważny niech świadczy fakt, że dobrzy zawodnicy maja ich przygotowanych w gotowych zestawach nawet 60 sztuk, znając wcześniej wodę!
Spławik jako sygnalizator brań powinien być odpowiedni do głębokości i nurtu łowiska. W jeziorach i stawach gdzie głębokość nie przekracza 1.5 metra spokojnie możemy łowić na delikatne spławiki o wyporności 0.05 - 0.2, jeżeli zamierzamy łowić drobnicę przy powierzchni. Przy połowach z dna albo w środku toni radzę używać bardziej wypornych spławików w granicach 0.5- 1.5 grama ponieważ muszą one być odpowiednio dociążone w celu szybkiego sprowadzenia zestawu na dno ( i często ominięcia żarłocznej drobnicy). W łowiskach głębszych niż 1.5 m stosuje się spławiki o wyporności od 0.5-2 gram a czasem nawet i do 3 gram . Jakiego spławika użyjemy w danym momencie decyduje również siła wiatru. Wiadomo, że przy silnym wietrze nie założymy spławika o wyporności 0.2 grama bo to była by katorga z rozpoznawaniem brania. Równie ważnym, co wyporność spławika jest też jego widoczność w zależności od warunków pogodowych. Dlatego w zestawach jest też przewidziana ilość na takie same zestawy przy różnych kolorach atenek. Są takie spławiki, że można nie zmieniając zestawu zmienić samą antenkę na inny w danej chwili bardziej widoczny kolor.

Spławiki na rzekę muszą być zawsze bardziej wyporne od spławików na wody stojące, ponieważ nie tylko muszą odpowiadać głębokości, ale również muszą stawiać czoło nurtowi. Przeważnie stosuje się spławiki w kształcie bombki o wyporności od 1 do nawet 40 gram!! No, ale kiedy zostały wprowadzone spławiki dyskowe to nie musimy już używać spławików o takiej wyporności.
Wyporności spławików dyskowych wahają się w granicach od 2- 26gram, ale niewątpliwą zaletą tych spławików jest to, że antenka przy przytrzymaniu się nie zatapia. Od trzech lat nowością są spławiki Cralusso. Mają niewątpliwą przewagę w niektórych sytuacjach i niezaprzeczalnie maja dobre cechy. Są bardzo czułe. Są dobrze widoczne z dużej odległości, ponieważ mają antenki wystawione na dodatkowym cienkim kilu i w miarę potrzeby można zmieniać na inne kolory. Są nie nasiąkliwe, bo robione metodą wtryskową z tworzywa. I co najważniejsze, są nie zniszczalne. Można po nich jeździć nawet samochodem. Jednak są przereklamowane i przez to cena jest nieproporcjonalnie wysoka. Koszt faktyczny takiego spławika to 5 zł a nie ponad 15-20 zł. Ale cóż - moda. Na pewno niedługo będą tańsze jak wszystkie nowości. Wadą (Cralusso do odległościówki) jest i to dużą, że w czasie wiatru bardziej się plączą. Trzeba wtedy obciążenie dać na bardziej albo całkowicie skupione.
Spławiki Cralusso do bata, tyczki czy bolonki mają też te same cechy. Najważniejsze, że w czasie łowienia nie nasiąkają i nie zmieniają gramatury. Cralusso do tyczki, dzięki sterowi jest "wciskany" pod wodę, co zapewnia mu dużo lepszą stabilizację niż mają dyski. Stąd lepiej widoczne brania. Mają też wymienne atenki i dlatego można nimi łowić w każdych warunkach bez zmiany zestawu. Niestety, trzeba pamiętać aby spławikiem ze sterem umiejętnie zacinać, bo bardzo „tępo” wychodzą z wody i można złamać top.

Ważnym czynnikiem skutecznego połowu jest łowienie ryb na odpowiedniej głębokości wody. Do odpowiedniego wysondowania głębokości łowiska jest potrzebny gruntomierz. W zależności od rodzaju akwenu używa się gruntomierzy o różnych gabarytach wagowych. Na jezioro o mulistym dnie nie powinniśmy używać gruntomierza cięższego nic 5 gram, natomiast w rzekach zależnie od prądu i głębokości łowiska waga gruntomierza może nawet wynosić 40 gram . Gruntomierz jest umieszczany za pomocą klipsa na haczyku albo haczyk się wbija w korek znajdujący się na gruntomierzu w zależności, jakim modelem dysponujemy. Ja zrobiłem sobie taki systemik, który zakładam zamiast zestawu. Składa się on z gruntomierza i dość grubego sznurka, na którym mam zamocowane co 25 cm kolorowe koraliki o średnicy 10 mm i w różnych kolorach. Koraliki te są z tworzywa PP z wypełniaczem o pływalności „0”. Taki zestaw wkładam do wody i doskonale sonduję sobie wszystkie nierówności i mam cały obraz dna na tej odległości gdzie łowię.

Aby wyczuć czy dno jest muliste należy założyć dosyć ciężki gruntomierz i nie wstawić go w łowisko, ale z dość wysoka zrzucić (tak robimy batem lub tyczką). Jeżeli podczas odrywania od dna poczujemy chwilowy opór, a po wyjęciu gruntomierza korek będzie brudny od mułu to wiadoma sprawa. Jeżeli dno jest piaszczyste ,wtedy nie wyczujemy wspomnianych zatrzymań. Jeżeli natomiast dno jest zaczepowe (patyki, kamienie itp.)
to przy przeciąganiu ciężarka po dnie poczujemy „schodki”, przytrzymania które zaraz puszczają.
Gdy dno łowiska wyścieła trawka, to przy wyjmowaniu gruntomierza będą problemy, albowiem moczarka (szczególnie latem) jest tak silna, że niejednokrotnie próba zbadania dna kończy się urwaniem przyponu. Z rodzajów gruntomierzy na dno muliste polecam większe śruciny, gdyż standardowe ciężarki łatwo zatapiają się w osadzie. Na dno z kamieniami najlepszy będzie gruntomierz "Pająk", czyli standardowy, ale z powbijanymi w ciężarek wykałaczkami. Na roślinne dna radzę nie używać gruntomierza, tylko założyć zwykły zestaw i zwiększać grunt dopóki na haczyku nie pojawi się trawka. Gruntując w łowiskach porośniętych bardziej sprawdza się do jakiej głębokości znajduje się czysta woda, a zaczyna zielsko.

Standardowo gruntuję w ten sposób: do wędki zakładam spławik 8–10 gram z grubą i długą dobrze widoczną antenką i ciężarek w granicach 15 gram.
Zaczynam. Spławik ląduje na 14-15 metrze, przeciągam pierwszy raz bez ustawiania głębokości skupiam się na ewentualnych ruchach na wędce, bo dobrze czuć, że ciężarek albo się czegoś czepia, albo ciągnie się jak w smole, co oznacza muł, albo żyłka więcej się naprężyła, co może upragniony dołek oznaczać.
Dalej już ustawiam przewidywaną głębokość i metr po metrze oznaczam grunt. Całość trwa około pół godziny ale mam mapę ukształtowania dna.
Zapisane. Wiem, że dołek jest na 14 metrze, wiem, że głębokość jest taka, wiem prawie wszystko czy ciężarki na dnie położyć, czy raczej dłuższy przypon a ciężarek 5 cm od dna.
Najprostszy dobry gruntomierz. Na podwójnie złożona gumę od amorka zaciskamy śrucinę i do boju.
Zawsze po gruntowaniu na styk do haczyka markerem zaznaczam grunt na blanku topu.
Pozwala mi to zawsze, w dowolnym czasie zawodów wiedzieć jak głębokie jest łowisko. Dopiero wtedy dokładam lub zmniejszam grunt, żeby położyć część zestawu na dnie lub łowić nad nim.

Różne typy obciążenia:
1) przy łowieniu niedaleko od brzegu równomiernie nieduże śruciny w ilości 3-6(max. 7) sztuk
2) przy łowieniu ryb płochliwych (np.: lin) stosuję oliwkę oraz 2-3 śrucinki doważające maleńkie po 0.2g każda
3) do dalekiego rzucania albo skupione śruciny albo oliwka + jedna większa śrucina blisko haczyka (max 8cm), która przeciwdziała plątaniu przyponu
4) przy łowieniu na większych głębokościach kiedy wpół wody skubie drobnica to skupiam śruciny w odległości ok. 20cm od haczyka + jedna nieduża śrucinka dociążająca
5) kiedy łowię przy samej powierzchni (np.:wzdręgi) to stosuję leciutki spławik i max. 2 śrucinki blisko haczyka
to takie moje propozycje tyle że wręcz należy z tym eksperymentować i szukać rozwiązań optymalnych na daną wodę i dane warunki połowu (pogodowe i nie tylko...)

Reviews and comments

Standard view   
   
Mateusz Sławiński

A myślałeś Jarku, że zainteresowanie wyczynem i sposobami wyczynowców będzie niewielkie. Jeśli brać pod uwagę ilość komentujących osób to rzeczywiście krucho wygląda ta kwestia, z tym jednak od dawna jest problem. Uwzględniając licznik odsłon, jest już znacznie lepiej . Czy zmieniłeś zdanie na ten temat?
Zaskakujesz mnie. Piszesz, że masz materiału na wydanie książki, lecz trzymasz wszystko w szufladzie, częściowo na innym portalu, i po części już u nas . Kurcze, świetne są te teksty, nawet jeśli nie interesuję się typowym wyczynem, to i tak mogę się z tego poradnika bardzo wiele dowiedzieć i sporo rozwiązań przenieść na moją wędkarską ziemię .
Cieszę się, że dałeś się przekonać do publikacji i ujawniłeś się na RO. Bardzo miło poczytać i zdobywać wciąż nową wiedzę.
Tak jak Jarek i Ryszard, będę czekał na kolejne części i przeczytam je z ochotą.
Pozdrawiam
Mateusz

Początek

Ryszard Siejakowski

Byłoby dużą niezręcznościa z mej strony nie napisac komentarza do artykułu. Tym bardziej, że polemika z moim interlokutorem zaowocowała kilkoma artykułami o wędkarstwie wyczynowym. Nie jestem zwolennikiem wędkarstwa wyczynowego i pisze to otwarcie, aby nie było nieporozumień. Nie przeczytałem tez wszystkich Twoich artykułów n/t tego wędkarstwa, co znacznie ogranicza mozliwość ustosunkowania sie do nich. Niestety kilku dniowe wyjazdy poza miejsce zamieszkania, kazdego tygodnia, sprowadzają mój dostęp do RO jako swoistego Kamikaze a nie stałego respondenta. Z ciekawościa i dużą przyjemnością przeczytałem kolejny artykuł o spławikach stosowanych w wędkarstwie profesjonalnym. Sam, swego czasu zajmowałem sie wędkarstwem powiedzmy z przymrużeniem oka, pseudo wyczynowym. Było to tak dawno, że nie pamietaja tego najstarsi górale a nawet starożytni mieszkańcy wysp Tonga. Było to za czasów Edwarda Szalonego i jedynej siły przewodniej, zwanej w skrócie PZPR. Były to czasy dziwne i zarazem niezłe gdy patrzy sie na to z punktu widzenia stricte wędkarskiego. Moim guru był Alfred Samet, pionier w Polsce w dziedzinie gruntowego wędkarstwa wyczynowego. Dopiero kilkanaście lat później, Gutek wymyślił swój spławik, który dokonał pewnej rewolucji w łowieniu ryb na ciekach. Zanęty robiło sie samemu, skrupulatnie wymierzając proporcje pomiędzy tarta bułką, otrębami, mlekiem w proszku, gliną czy żwirem i sam Bóg raczy wiedzieć co sie tam jeszcze dodawało. To były najskryciej chowane sekrety, często decydujące o sukcesie czy porażce. Nie było jeszcze tyczek tylko baty z dopalaczami. Wtedy na rynku królowały wędziska firmy Lerc czy Garbolino, przywożone z zagranicznych wojaży, bo na rynku były tylko wędziska made in DDR czyli Germina. Popularna szóstka ważyła bagatela, ponad kilogram i trzeba było trenowac hantlami aby tym łowic przez cały okres zawodów. O ile postep w wędziskach nastapił ogromny, to w przypadku spławików, trudno cos wymyśleć. Balsę zastępują pianki różnego rodzaju, pozwalajace na produkcje masową oraz pełną repetycyjność. Różnica pomiędzy tamtymi spławikami a dzisiejszymi, to jak Auto Union z lat międzywojennych a Toyotą Aygo. Tamte wędkowanie bardzo sie różniło od współczesnego. Może i było bardziej siermiężne ale także bardziej sympatyczne. Wynaturzenia w wędkarstwie wyczynowym, zraziły mnie do niego. Presja zwycięstwa za każdą cenę spowodowała po prostu zwykłe oszustwa i kanciarstwo. Dlatego mój stosunek do tego wędkarstwa jest sceptyczny. Nie to jest jednak istotne. Istotnym jest to, co przeciętny wędkarz może wyczytać w Twoich artykułach. Jest tego naprawdę sporo, wystarczy tylko dobrze to przeczytać i zaadoptować do swoich warunków. I o to właśnie chodzi, bo nie ma jednej recepty na sukces w wędkowaniu. Dlatego warto poczytać co profi mają do przekazania.
Pozdrawiam

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Blog o wszystkim maam.pl

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).